Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
977 postów 30631 komentarzy

Tylko prawda

Husky - Zoologiczny antykomunista , mając do wyboru AK i NSZ wybrałbym NSZ przy całym szacunku do AK. UB-ekom i ich potomkom wstęp wzbroniony.

Minęło 65 lat od skazania legendarnego pilota na śmierć

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Komuniści nie znali litości - nawet tak zasłużonego w bojach z Niemcami pilota Stanisława Skalskiego skazano na karę śmierci. Ostatecznie torturowany i dręczony pogromca messerschmittów został ułaskawiony.

Dlaczego as myśliwski okresu II wojny światowej o najwyższej liczbie zestrzeleń wśród polskich pilotów, uhonorowany Krzyżem Złotym i Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari oraz licznymi brytyjskimi odznaczeniami, bohater września 1939 roku, bitwy o Anglię i walk w Afryce Północnej, został 7 kwietnia 1950 roku skazany na karę śmierci?

  
W 1947 roku, uznawany przez Brytyjczyków za bohatera, proszony o przyjęcie brytyjskiego obywatelstwa i posady wykładowcy w akademii lotniczej, Skalski zdecydował się na powrót do Polski. Pilot miał świadomość, że w rządzonej przez komunistów i Sowietów ojczyźnie może czekać go najgorsze.

 
Nie mylił się. Choć początkowo, jako jeden z niewielu walczących na zachodzie pilotów, został przyjęty do nowo formowanego Wojska Polskiego, to jednak w 1948 roku został aresztowany przez ubeków. Skalskiemu zarzucono szpiegostwo.

 
Pilota przetrzymywano więzieniach na ulicy Koszykowej i Rakowieckiej, gdzie przez rok poddawano go brutalnym torturom przez znanych z sadyzmu ubeków: Adama Humera (właściwie Umera) i Józefa Różańskiego (właściwie Goldberg). O metodach przesłuchań tego ostatniego pisał Zdzisław Uniszewski.

 
"Jest absolutnie bezsporne, że Różański sam bił do krwi, tolerował bicie i podżegał do niego podwładnych mu funkcjonariuszy, bijąc w ich obecności. Jego istotną umiejętnością "zawodową" było psychiczne dręczenie ludzi w śledztwie i wydostawanie od nich tą drogą informacji, często fałszywych, których wcześniej nie podaliby nawet podczas tortur w katowniach gestapo" - można przeczytać w publikacji "Józef Różański".

 
Kolejnym krokiem był tak zwany proces kiblowy, w czasie którego siedzącego w celi na miejscu przeznaczonym do toalety Skalskiego sędzia major Mieczysław Widaj skazał na śmierć.

 

Dumny bohater bitwy o Anglię odmówił skorzystania z możliwości napisania prośby o ułaskawienie. Poprosiła o nie owdowiała matka Skalskiego, której mąż zmarł na zawał serca po otrzymaniu informacji o wyroku dla syna.

 
24 stycznia 1951 roku prezydent Bolesław Bierut zamienił Skalskiemu karę śmierci na dożywotnie więzienie. Dręczący pilota ubecy poinformowali go o ułaskawieniu dopiero rok po decyzji Bieruta , Skalski przez dwanaście miesięcy przebywał w celi śmierci ze świadomością, że w każdej chwili może umrzeć.

 
Pilot za kratami spędził ostatecznie osiem lat. Na fali odwilży w 1956 roku, Skalski został zwolniony z więzienia i otrzymał odszkodowanie w wysokości 79 tysięcy zł. W tym samym roku powrócił do wojska w stopniu majora.

 
Późniejsze ścieżki życia pilota, któremu zaliczono zestrzelenie około dwudziestu niemieckich samolotów, były kręte. Skalski latach 80., będąc wówczas generałem, wspierał działania komunistycznego nacjonalistycznego ruchu Zjednoczenie Patriotyczne "Grunwald".

 
Po 1989 roku związał się z Andrzejem Lepperem i z listy Samoobrony próbował bezskutecznie zdobyć mandat poselski. Wcześniej kandydował z listy Chrześcijańskiej Demokracji.

 
Skalski zmarł w 2 listopada 2004 roku. Ostatnie miesiące życia spędził w domu pomocy społecznej po tym, jak opiekujący się nim ludzie przejęli od niego oszczędności i mieszkanie. Skalskiego pochowano na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

 

Mieczysław Widaj (ur. 12 września 1912 w Mościskach, zm. 11 stycznia 2008 w Warszawie) – pułkownik Wojska Polskiego, zastępca przewodniczącego Najwyższego Sądu Wojskowego, w latach 1945-1953 odpowiedzialny za skazanie na śmierć 106 żołnierzy podziemia niepodległościowego w tym:

7 kwietnia 1950 roku asa polskiego lotnictwa Stanisława Skalskiego - w więzieniu mokotowskim, w tzw. procesie kiblowym,
31 maja 1950 roku por. Zygmunta Szymanowskiego,
3 lipca 1950 roku por. Stefana Bronarskiego ps. "Roman",
2 listopada 1950 roku legendarnego dowódcę podziemia Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka" i jego podkomendnych,
21 grudnia 1950 Tadeusza Cieślę,
w lutym 1951 roku na wniosek Heleny Wolińskiej zatrzymał w więzieniu Augusta Emila Fieldorfa ps. "Nil",
25 kwietnia 1952 roku ława sędziowska WSR pod jego przewodnictwem skazała na karę śmierci członków Stronnictwa Narodowego Mieczysława Gągorowskiego, Adama Mireckiego oraz Władysława Lisieckiego,
w dniach 14-21 września 1953 roku przewodniczył składowi sędziowskiemu WSR w Warszawie, który skazał biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka w sfingowanym procesie pokazowym, tzw. procesie biskupa Kaczmarka,
30 kwietnia 1953 roku skazał pod zarzutem szpiegostwa na karę śmieci, utratę praw publicznych i utratę mienia kawalera Orderu Virtuti Militari mjr. Andrzeja Rudolfa Czaykowskiego (dowodów na działalność szpiegowską nie przedstawiono),
16 listopada 1953 roku skazał na karę dożywotniego więzienia ppłk. Jana Mazurkiewicza ps. "Radosław".
W 1957 roku zwolniony z pracy, po kilku miesiącach znalazł posadę radcy prawnego, którą pełnił do emerytury

Mieczysław Widaj miał zostać pochowany na cmentarzu parafialnym koło kościoła św. Katarzyny na warszawskim Służewcu. Co ciekawe, na tym cmentarzu leży 2 tysiące osób, głównie żołnierzy podziemia, zamordowanych przez UB w latach 1945-1955. Przeciwko pochowaniu sędziego na tym cmentarzu, zaprotestowały rodziny ofiar i kilku polityków PiS-u, w tym wicemarszałek Senatu – Zbigniew Romaszewski. Żona M. Widaja wycofała się z pomysłu pogrzebania męża na Służewcu. Został pochowany na cmentarzu w Grabowie. Po licznych aktach profanacji grobu bez pomnika, związanych z pamięcią o czynach w czasach stalinowskich, prawdopodobnie w 2009 r. szczątki zostały ekshumowane i przeniesione na cmentarz w okolicach Grodziska Mazowieckiego.

 

Zródła:

http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-7-kwietnia-1950-r-kara-smierci-dla-legendarnego-pilota,nId,1710560

http://pl.wikipedia.org/wiki/Mieczys%C5%82aw_Widaj

 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

KOMENTARZE

  • @komisarz 22:44:52
    jakie to "mecyje" szanowny komisarzu ludowy miałem wyprawiać
  • @Lord of Admiralty 22:58:51
    Wiele lat walczył o niepodległą Polskę a umierał w zapomnieniu, wcześniej okradziony i ciężko pobity przez "nieznanych sprawców" w własnym domu
  • @Zbójnicki pies 23:10:18
    Wielki samotnik - Ostatnie lata Stanisława Skalskiego
    Stanisław Błasiak
    http://www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=40
    Mam nadzieję, że nie usuniesz tego wpisu, żeby wszyscy widzieli jak przepisujesz łżą propagandę!
  • @lorenco 00:04:57
    nie mam najmniejszego zamiaru cokolwiek kasować poza wulgaryzmami
  • Drobna poprawka, to staliniści skazali gen. Skalskiego na śmierć
    Mówi o tym Bohdan Poręba w jednym z filmów na yt. To komunista Gomułka (i jego frakcja) zachęcał Polaków do powrotu do ojczyzny. Chodziło o napływ polskiej krwi do Wojska Polskiego, bo w końcu lat 40 antypolski żywioł (np tow. Jakub Berman i ci których wymieniono w art.) chciał zapanować nad armią. Ten sam żywioł poprzez bezpiekę zachęcał młodych do partyzantki leśnej. I to w czasie kiedy Polska odbudowywała się ze zniszczeń wojennych. Tu chodziło o pokazanie kto faktycznie rządzi krajem (UB kontra PZPR). Podziały tak jak dziś szły w poprzek. Po tym jak zamknęli Gomułkę i ks. prymasa Wyszyńskiego, tacy ludzi jak Stanisław Skalski w WP stali się łatwym celem stalinistów. To była wewnętrzna wojna w ramach państwa. Polacy ją częściowo wygrali dopiero w 1956 r. Gen Skalski angażując się w latach 80. w działalność Zjednoczenia Patriotycznego "Grunwald" miał świadomość, że właśnie za styropianowcami stoją jego oprawcy z czasów stalinowskich.
  • Skalski,bandyta z lasu
    Dla bezkrytycznych apologetow tamtego okresu ten czlowiek to dalej bandyta z lasu.Gdy juz to oszczerstwo jest zbyt smierdzace to uslyszec mozna argument o potrzebne etapu.Oni nie umieja uderzyc sie w piersi.Pozywke dla nich stanowi obecny stan Polski,ktory w zestawieniu z tym co osiagnieto w PRL w strefie gospodarczej (szczegolnie po wyrwaniu zebow jadowych po 1956) przemmawia na niekorzysc obecnego systemu.Ale to nie jest wytlummaczeniem zla,ktore popelniono.S
  • @Lord of Admiralty 22:58:51
    Niestety wielu tych szubrawców do dnia swojej śmierci nigdy nie zosało ukaranych, piastowali wysokie stanowiska,prowadzili kancelarie prawne a gdy zeszli z tego świata mieli pogrzeby z honorami wojskowymi czy państwowymi.
    Do dziś jednak spora grupa ich żyje i nic nie wskazuje na to by sprawiedliwość ich dosięgła
  • @PontoSarmata 02:30:15
    To niezaprzeczalny fakt iż były to lata terroru stalinowskiego, którego ofiarami byli zwłaszcza żołnierze AK czy też powracający z zachodu polacy walczący u boku aliantów.
    Ale też ironią losu jest że UB-owski sędzia Mieczysław Widaj był oficerem AK i kresowianinem.
  • @Herkules 04:12:52
    // Dla bezkrytycznych apologetow tamtego okresu ten czlowiek to dalej bandyta z lasu.//

    Na portalu takich znajdziesz przynajmniej kilku, wystarczy wejść na jeden jedynie słuszny blog a tam o żołnierzach AK czy żołnierzach walczących na zachodzie można się wiele "dowiedzieć", zwłaszcza jednego że to bandyci i żołnierze przeklęci.
  • @Autor
    "Skalski latach 80., będąc wówczas generałem, wspierał działania komunistycznego nacjonalistycznego ruchu Zjednoczenie Patriotyczne "Grunwald"."

    Tak o ZP Grunwald może pisać tylko syjonistyczna kanalia.

    Rzeczywiście, ZP Grunwald było organizacją narodową, nacjonalistyczną, a fakt, że powstało w 1980r. w okresie PRL nie upoważnia do nazywania go organizacją komunistyczną, czyli par excellence żydowską i syjonistyczną.

    W marcu 1981r. w Warszawie na Placu Na Rozdrożu pojawiły się oddziały Milicji Obywatelskiej. To był czas po sierpniu 1980r., a więc istniała już „Solidarność”. Milicja blokowała przejście do ulicy Koszykowej, ale nie była to manifestacja „Solidarności”.
    Manifestowali inicjatorzy i założyciele Zjednoczenia Patriotycznego Grunwald, wśród nich i śp. Bohdan Poręba. Nieśli tablice z nazwiskami zamordowanych w latach 1944-56 Polaków i ich żydowskich oprawców i katów z UB, S.Michnika, H.Wolińskiej-Brus i wielu innych żydowskich bandytów. Protestowali w ten sposób przeciw zorganizowanej przez „Solidarność” na Uniwersytecie Warszawskim 8 marca 1981r. rocznicowej sesji z udziałem żydowskich zbirów z UB (prof. Z.Baumanem, prof. W.Brusem) zmuszonych po 1968r. do opuszczenia Polski. Tak wykuwała się „Solidarność” – solidarność władzy po 1989r. zaprojektowana przez syjonistów z USA, a tworzona przez żydowską V kolumnę w Polsce, mającą swoich ludzi także w SB, a już od sierpnia 1980r. niemal pełnię władzy w PRL.
    Żydowska V kolumna miała wsparcie władz Kościoła w Polsce – żydowski KOR swój głodowy protest w 1977r. prowadził w warszawskim kościele p.w. św. Marcina; w tym kościele maja także swoją siedzibę siostry franciszkanki, które utworzyły przytulisko dla antypolskich Żydów, w tym także dla zbrodniarzy takich jak J.Brystiger.

    Dzisiejsze żydowskie, powszechne, gadzinowe media utrzymują, że wtedy na Placu Na Rozdrożu protestował partyjny, komunistyczny beton, przeciwnicy niosącej Polakom wolność „Solidarności” błogosławionej przez JPII.

    więcej: https://wiernipolsce1.wordpress.com/2015/01/24/bohdan-poreba-wspomnienie/

    Dariusz Kosiur
  • @Zbójnicki pies 23:10:18
    Pobity i okradziony przez oficera policji z KM w Warszawie z jego konkubiną, którzy pozostali bezkarni do dzisiaj.
  • @Zbójnicki pies
    Nie znam drugiego Narodu na Świecie, który by biernie przyglądał się na popełniane zbrodnie, rabowanie, rozkradanie świadome niszczenie swojego majątku narodowego, etc...przez niemco - żydo - banderowsko - komusze pomioty i nie reagował !!! Jak z tego wynika jesteśmy Polacy już bez jajowymi eunuchami, kapłonami czyli wykastrowanymi kogucikami przez wymienionych i boimy się nawet już własnego cienia!!! W normalnym kraju te wszystkie wymienione łajzy z ich sędziami/sądami, prokuratorami/prokuraturą, policjantami/policją, ministrami, etc..., które tego dokonywały i w dalszym ciągu dokonują już byliby tylko wspomnieniem - złym snem wisząc na latarniach!!! Dlatego trzeba podrzucać ciemnocie Smoleńsk, in vitro, Ukrainę, Putina itd., i niech się żre między sobą. A w tym czasie można spokojnie ukraść co jeszcze zostało, wziąć krótko za pysk, etc... Szkoda, że tak mało ludzi to dostrzega !
  • @Zbójnicki pies
    Nim zupa wystygła, asa skazano na śmierć. Skalskiemu karierę i zaszczyty proponowali Brytyjczycy i Amerykanie. Wolał wrócić do kraju. Komuniści "nagrodzili" go oskarżeniem o szpiegostwo, torturami i wyrokiem śmierci. 7 kwietnia 1950 r. został skazany w tzw. procesie kiblowym. W Wielki Piątek 1950 roku Stanisław Skalski zdążył jeszcze odebrać od oddziałowego obiad. Gorącego zjeść już nie zdołał – strażnik wywołał go z celi. Pospieszał: "Prędzej, prędzej!". "Nawet nie wiedziałem, że idę na swój proces. Wróciłem, to jeszcze zupa była ciepława. Dokończyłem jeść. Ile więc mógł trwać cały proces? – pół godziny maksimum" – wspominał as polskiego lotnictwa. Jedyny świadek na jego procesie zaprzeczał jakiejkolwiek jego winie, ale to nie miało żadnego znaczenia.

    W ubeckich więzieniach nazywano takie procesy "kiblowymi". Człowiek formalnie dowiadywał się, że grozi mu kara śmierci na kilka minut przed wejściem na salę sądową. Zresztą nie zawsze sądzono go na sali – nierzadko procesy odbywały się w celach. Ławnicy i sędzia zajmowali wtedy wszystkie miejsca siedzące (prycze i krzesła).

    Oskarżonemu pozostawał do siedzenia tylko sedes (stąd nazwa: proces "kiblowy"), co zresztą znakomicie ilustrowało jego sytuację. Po kilkunastu minutach było po wszystkim.

    W podobny sposób komunistyczny reżim potraktował prawdopodobnie najsłynniejszego polskiego pilota II wojny światowej.

    Najprzedniejszy z polskich asów

    Skalski na miano myśliwskiego asa pracował już od 1 września 1939 roku. Swoją pierwszą niemiecką maszynę upolował w początkowych godzinach kampanii wrześniowej i od razu pozwolił sobie na gest zgoła rycerski: posadził na ziemi własną maszynę, aby niemiecką załogę – która wylądowała na spadochronach – uchronić przed linczem.

    Strącił z polskiego nieba jeszcze kilka samolotów wroga, w końcu zaś wydelegowano go jako specjalnego wysłannika do Rumunii – miał tam koordynować przejęcie myśliwców, które miały przybyć z Francji. Ostatecznie do tego nie doszło. Skalski uniknął w Rumunii internowania – wsiadł w Konstancy na pokład statku do Bejrutu. Z Bejrutu dopłynął do Marsylii, a potem – przez Francję – przedostał się na Wyspy Brytyjskie.

    Potem była bitwa o Anglię. Skalski latał w niej w ochotniczym dywizjonie RAF. Odniósłszy cztery zwycięstwa powietrzne, w końcu sam oberwał od niemieckiego messerschmitta. Poparzony, musiał skakać na spadochronie; ledwie uszedł z życiem. Po parotygodniowej rekonwalescencji wrócił i znów zestrzeliwał samoloty z czarnymi krzyżami, m.in. nad Francją. Latał już wtedy w "polskich" dywizjonach.

    Zgłosił się potem do służby na froncie północnoafrykańskim. Jednostkę, w której latał, zaczęto nazywać "cyrkiem Skalskiego", choć on sam nie był jej dowódcą. Na pokładzie brytyjskiego myśliwca spitfire osłaniał siły alianckie podczas inwazji na Sycylię, a w amerykańskim mustangu (sam mówił, że lepszego myśliwca nie było) – podczas inwazji w Normandii. http://ocdn.eu/images/pulscms/N2Y7MDMsMzE0LDAsMCwxOzAzLDI2YywwLDAsMTswYywxZDc0Y2I0MTcwNTk1MDQzNjYyOWNhYmQ2MDZmNTBmNiwxLDAsNiww/48b3221c75bced652ee17f8df10c9828.jpg To latem 1944 r. zanotował swoje ostatnie zestrzelenie – w sumie Skalskiemu zaliczono 18 pewnych i przynajmniej cztery prawdopodobne strącenia. Dwa razy odznaczono go Virtuti Militari, cztery razy – Krzyżem Walecznych. Wśród polskich asów myśliwskich całej wojny Skalski był najprzedniejszym.

    Szczęścia nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie

    "Zginąć mogłem nie raz, nie dwa i nie dziesięć" – mówił. Inni piloci go uwielbiali; nie tylko jako świetnego pilota, ale również jako znakomitego dowódcę w powietrzu. Pod wrażeniem jego umiejętności byli zachodni alianci.

    Amerykanie posłali go na szkolenie do USA – Skalski spodziewał się, że to on będzie się uczyć taktyki walki powietrznej od tamtejszych oficerów. Ale to oni chcieli, by Skalski szkolił ich. Anglicy proponowali mu obywatelstwo i możliwość pozostania w RAF. Powrót do kraju odradzali z kolei Skalskiemu nawet zaprzyjaźnieni oficerowie.

    Ale on się uparł. Równo dwa lata po zakończeniu wojny wsiadł w Edynburgu na statek i w ten sposób dotarł do gdańskiego obozu repatriacyjnego.

    Z początku mogło się wydawać, że na Skalskiego wyzwolona ojczyzna czeka z otwartymi ramionami. Dostał w Wojsku Polskim posadę inspektora ds. techniki pilotażu. Jednak rok po powrocie do kraju wpadł w "kocioł", który założyła bezpieka w mieszkaniu Władysława Śliwińskiego – innego pilota, który wrócił z Zachodu po wojnie.

    Śliwiński do kraju przywiózł żonę Brytyjkę, więc w czasie antyimperialistycznej szpiegomanii był dla bezpieki idealnym celem. Aresztowany Skalski najpierw trafił do warszawskiego aresztu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego na Koszykowej, potem wylądował w osławionym pawilonie X na Mokotowie. Zaczęło się okrutne śledztwo.

    Już nie miał siły zaprzeczać

    Oprawcy próbowali go zmusić, by przyznał się do zarzutu szpiegostwa.

    Bito go bez litości. "Różnego kalibru gumami, pięścią, kopniakami, drutem po nogach. Bity od pięt do głowy straciłem poczucie czasu" – wspominał. Trwało to miesiącami, z krótkimi przerwami na tzw. stójki, karcer i "odzyskanie sił".

    "Ciągle jedno i to samo: mówcie o swojej działalności szpiegowskiej, kto z oficerów dostarczał wam informacje, komu je przekazywaliście… Już nie miałem siły zaprzeczać" – opowiadał po latach Skalski. Ważył wtedy 48 kilogramów, z niedożywienia nabawił się kurzej ślepoty. Na przemian przesłuchiwali go najstraszniejsi kaci ówczesnej bezpieki: Adam Humer, Ludwik Serkowski, Mieczysław Kobylec czy Mieczysław Szymański. Ten ostatni zgłosił się do przesłuchań więźniów w pawilonie X sam, bo "miał zamiłowanie w tym pracować". Ponoć nawet pułkownik Józef Różański, "kat wszystkich katów", zwracał Szymańskiemu uwagę, że ten podczas przesłuchań "przesadza".

    Skalski po wielu latach opowiadał, że w trakcie któregoś z przesłuchań wypalił do Różańskiego: "Panie pułkowniku, pański scenariusz nie wypalił". Gdy Różański plunął Skalskiemu w twarz i ten syknął: "Ty parchu żydowski, prędzej zdechniesz ode mnie". Oprawcy polskiego asa byli w większości żydowskiego pochodzenia – Skalski jeszcze wiele lat później nie krył się z jawnie antysemicką wizją świata.

    Sądzony przez akowca

    Wiosną 1950 roku śledztwo się skończyło. Skalski miał stanąć przed sądem. Okrutna ironia: miał go sądzić były członek podziemia, w dodatku – tak jak Skalski – Kresowianin.

    Major Mieczysław Widaj całą wojnę służył w lwowskim okręgu AK, a po jej rozwiązaniu zmobilizowano go do Ludowego Wojska Polskiego. Wchłonęło go sądownictwo wojskowe (miał za sobą nieukończoną aplikację sędziowską), które niemal od razu stało się narzędziem represji przeciw członkom podziemia i wrogom nowego ustroju. Widaj dostał szefostwo Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie – jednego z najkrwawszych trybunałów w stalinowskiej Polsce.

    Ta kariera była w pewnym sensie typowa. Już po odwilży 1956 roku Widaj tłumaczył, że skazywał niewinnych ludzi, bo… nie miał żadnego wyboru. Rzekomo w 1948 r. chciał uzyskać zwolnienie od służby wojskowej, ale zamiast tego mianowano go wiceprezesem sądu. Skarżył się, że musiał mieszkać z żoną i dzieckiem na sali sądowej i sądzić więźniów po nocach. Co najbardziej bezczelne: tłumaczył, że nie obawiał się "pomyłek" (tj. skazywania niewinnych), bo liczył, że w razie czego naprawi je… Najwyższy Sąd Wojskowy. Warto przy tym dodać, że Widaj sam trafił do NSW w roku 1954 – bez wątpienia w nagrodę za wcześniejszą "wierną służbę" ludowej ojczyźnie.

    Proces Skalskiego o "szpiegostwo na rzecz Anglii i Stanów Zjednoczonych" urągał wszelkim zasadom sprawiedliwości. Jedynym świadkiem był Władysław Śliwiński. Nie powiedział nic, co mogłoby Skalskiemu zaszkodzić – ale i tak wyrok łatwo było zgadnąć.

    Ojciec umarł na zawał, matka błagała o łaskę

    Skalski odmówił napisania prośby o ułaskawienie. "Ja się śmierci nie bałem" – powiedział po latach. Ale śmierć stała nad nim przez rok. Podrywał się niespokojnie – tak jak wielu innych skazanych – gdy tylko strażnik otwierał drzwi do celi. Nigdy nie było wiadomo, komu każe "wychodzić bez rzeczy".

    As polskiego lotnictwa nie wiedział wtedy, że jego ojciec – dowiedziawszy się o wyroku syna – umarł na zawał. Zrozpaczona matka wpadła pod tramwaj; na szczęście bez poważniejszych konsekwencji.

    To na jej błagalną prośbę Bierut ułaskawił Skalskiego (wyrok na Władysławie Śliwińskim, skazanym tego samego dnia i pod tym samym zarzutem, został wykonany). Zamieniono "kaes" na dożywocie – o czym przez rok Skalskiego nie informowano. Z Mokotowa przeniesiono go potem do Rawicza i Wronek, gdzie mógł już spisywać swoje wspomnienia (wydane potem w książce "Czarne krzyże nad Polską").

    Najwyższy Sąd Wojskowy uwolnił Skalskiego od zarzutów w kwietniu 1956 r. – sześć lat po jego "procesie kiblowym".

    Ku zaskoczeniu samego Skalskiego armia poprosiła go o powrót do kokpitu. Uległ namowom generała Mariana Spychalskiego, również zrehabilitowanego – ten chciał, aby dawny as lotnictwa firmował własną twarzą popaździernikowe zmiany w wojsku. Skalski jako major przeszedł jeszcze szkolenie na samolotach odrzutowych, choć latał potem już niewiele.

    Mądrzejsze decyzje podejmował w powietrzu

    W latach 80. zaangażował się w życie polityczne. Najpierw sympatyzował z "moczarowcami", potem zaangażował się w nacjonalistyczne Zjednoczenie Patriotyczne "Grunwald", by – już w czasach III RP – wejść w bliższe relacje z Samoobroną (z jej list kandydował bez skutku do Sejmu). Napisał nawet przedmowę do jednej z książek Andrzeja Leppera. Wytykano mu nie bez kozery, że mądrzejsze decyzje podejmował przed laty w powietrzu. http://ocdn.eu/images/pulscms/Zjg7MDMsMzE0LDAsMCwxOzAzLDI2YywwLDAsMTswYywxZDc0Y2I0MTcwNTk1MDQzNjYyOWNhYmQ2MDZmNTBmNiwxLDAsNiww/769912b4cab396939383ce904c96c40b.jpg Życiorys Skalskiego przekraczał granice szufladek. Nim umarł w 2004 roku, nie ułatwiał życia nikomu, kto chciał go uznawać za bohatera czy brać na własne sztandary.

    W latach 90. zachwalał rządy silnej ręki i ostrzegał przed ogólnoświatowym spiskiem "żydowskiej masonerii". W słynnym wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" z tego okresu opowiadał, że "żydokomunę trzeba sprawdzić do trzeciego pokolenia, wypalić laserem". Co ciekawe: twierdził, że pod koniec lat 30. sam kochał się ze wzajemnością w Żydówce. Rozdzieliła ich wojna.

    Propagandowym kłopotem był Skalski już dla władz PRL. Gdy w 1969 r. poleciał do Londynu na premierę filmu "Bitwa o Anglię", spotkał się tam m.in. z dawnymi pilotami Luftwaffe. Ci wypowiadali się o nim, co zrozumiałe, w superlatywach, a on te nieoczekiwane znajomości podtrzymywał. Peerelowskim generałom to się nie podobało, więc dawny as myśliwski kazał im "całować się w dupę". http://wiadomosci.onet.pl/prasa/nim-zupa-wystygla-asa-skazano-na-smierc/jb37nc PS. Bohater II wojny, pilot odznaczony VM,KW,DSC i czym tam jeszcze... walczył o Polskę, okradziony z całego majątku, i pochowany po cichu. A gdzie było wojsko - nic, zero opieki nad bohaterem wojennym, zasłużonym żołnierzem, generałem... Czy pogrzeb miał asystę wojskową? W żadnych wiadomościach tv, w żadnej gazecie nie było słowa o śmierci i pogrzebie gen. Skalskiego. Ciekawe dlaczego? Kto o to zadbał? Proste wytłumaczenie, mówił prawdę o żydowskich katach Polaków. Zadbali ci, których chciał wypalić laserem. Żydostwo jest mściwe i pamiętliwe.
  • @Kula Lis 62 14:00:14
    Ps. Autor nie napisał, że okradziony przez swoje prawicowe otoczenie z pieniędzy, antyków, a nawet z medali i odznaczeń, oślepły wskutek komunistycznych tortur podczas więzienia generał Skalski POPEŁNIŁ SAMOBÓJSTWO prze śmierć głodową. Nie chciał już żyć w "wolnej Polsce" i wyrywał sobie kroplówki, którymi chciano Go odżywiać. A GDZIE RESZTA dziejów bohatera w "wolnej Polsce"po roku 1989? Póki go "prawica potrzebowała" żył godnie. Gdy się zestarzał i zniedołężniał OLANO BOHATERA a jakaś kanalia okradła go "legalnie" z majątku i mieszkania - tułał się po ulicach został pobity, okradziony i kompletnie "zdziadział"- tak oto może liczyć Polak także na "polską prawicę".
  • @Kula Lis 62 14:05:17
    ----i za tą PRAWDĘ !!! jestem Panu Kula Lis wdzięczna !!. Polska // prawica // to KŁAMSTWO !! nigdy jej nie było !! .

    Były i są !! GRUPY INTERESÓW - nie mające z Polską / jej dobrem ,interesem / nic wspólnego !! .

    GRUPA ma być JEDNA !!! POLACY Słowianie ! -
  • @Kula Lis 62 14:00:14
    Gen. Stanisław Skalski w swoim domu, 7 października 1993 r.
    Wywiad dla koszernej :



    Mocny uścisk dłoni, krótkie słowa brzmiące jak wojskowe komendy: - Cześć. Proszę wejść, siadać. Kawa, herbata, piwo? Musi pan przyzwyczaić się, że ja strasznie klnę.

    - Panie generale...

    - Zna pan moje wypowiedzi dla prasy? Tak. To wie pan, że mnie można pytać o wszystko.

    - Generale, chciałbym...

    - ...Wie pan, co myślę o żydokomunie? O żydowskiej prasie i telewizji? O politykach, którzy powinni być w Knesecie, nie w Sejmie?

    - Generale...

    - Ale pan mi na obrzezanego nie wygląda. Nazwisko też normalne. Zresztą, co mnie to obchodzi? Nie jestem antysemitą. [antysemityzm].

    - Generale...

    - Ja tak cały czas o was, a pan przyszedł pytać o mnie. Co pan chce wiedzieć?

    - Chciałbym pana zrozumieć.

    - Ale żeś pan sobie sprawę zadał! - generał klnie. - Przecież nawet ja siebie nie rozumiem.

    Wiśniowiecki fajny chłop

    Siedzimy w pokoiku wykrojonym z większego salonu. Na ścianach odznaczenia wojskowe, patent oficerski przyznany przez prezydenta Mościckiego, szable i kordziki, zdjęcia samolotów i towarzyszy broni, modele samolotów, kilka obrazów.

    W domu generała znajdują się prawdziwe skarby: obrazy Kossaka, Fałata, Malczewskiego, dzieła mniej znanych mistrzów pędzla minionych stuleci. Jest kilka współczesnych bohomazów połączonych z Kossakiem wspólnotą tematyki: na wszystkich obrazach jest wojna.

    - Gdy umrę, niech rodzina dzieli się pieniędzmi (nie mam ich za wiele) - wyznaje generał. - Ale obrazy zapisałem ojczyźnie; mówiłem o tym generałowi Jaruzelskiemu już w 1988 roku. Rodzina mogłaby sprzedać, a tak zostaną dla narodu. Teraz, cholera, nawet porządnie nie mogę ich pokazać.

    Kolekcjonowanie sztuki to hobby generała. Na obrazy wydawał wszystkie zarobki. Miał zaprzyjaźnione sprzedawczynie w Desie; chowały pod ladę płótna, kiedy Stanisław Skalski akurat nie miał pieniędzy. Mówił im wtedy: - 48 godzin i będzie gotówka. Nie zdarzyło się, by nie dotrzymał słowa.

    - Wypatrzyłem kiedyś obraz, taki sienkiewiczowski, jak z "Ogniem i mieczem" - wspomina. - Chodź pan, pokażę.

    Wzrok generała obojętnie mija Fałata i Malczewskiego, ledwie zatrzymuje się na żołnierskim obrazie Kossaka. Podchodzimy do płótna, z którego patrzy na nas kozacki rebeliant wbijany na pal.

    - Patrz pan, to właśnie mi się spodobało - mówi generał. - Ten Wiśniowiecki (on Kozaków kazał wbijać na pal) to był (kilka niecenzuralnych słów) fajny chłop.

    Byłem młody, głupi, miałem szczęście

    Czym była wojna dla gen. Skalskiego? Raz opowiada o niej jak o igraszce, innym razem jak o rycerskiej przygodzie. Refleksja też jest: dotyczy samolotów. Gdy latał na brytyjskich hurricane'ach i spitfire'ach, czuł respekt dla niemieckich messerschmittów i fockewulfów. Gdy przesiadł się na amerykańskie mustangi, nie miał respektu dla nikogo; lepszych maszyn wtedy nie było.

    Wojna zaczęła się dla Skalskiego 1 września tuż po godzinie 5 rano. Podniósł samolot, wypatrzył Niemców, strzelił, strącił. Był pierwszym polskim pilotem, który we Wrześniu zestrzelił wrogi samolot.

    Wylądował gdzieś w polu obok płonącej niemieckiej maszyny. Rannych przeciwników zabrano do szpitala, Skalski zdobył bezcenne mapy z zaznaczonymi kierunkami natarcia i... dostał burę od przełożonych. Zarzucono mu brak wyobraźni: podczas lądowania mógł rozbić samolot, trafić do niewoli.

    - Jeszcze teraz ludzie pytają mnie, co wtedy myślałem - wspomina z irytacją. - Panie (przekleństwo), w takich sytuacjach człowiek w ogóle nie myśli. Byłem młody, głupi i miałem szczęście.

    Potem było jeszcze kilka trafień, klęska, ucieczka do Londynu, bitwa o Anglię. Skalski walczył w brytyjskim dywizjonie, wyszło, że nie ma lepszego od niego.

    Po Anglii Skalski lata nad Afryką, dowodzi Polish Fighting Team. Korespondenci wojenni szybko ochrzcili polskich lotników "cyrkiem Skalskiego" - ze względu na profesjonalizm i brawurę.

    Wojenny bilans - co najmniej 22 strącone samoloty.

    Przed końcem wojny Skalski trafił do Stanów Zjednoczonych. Gdy odwoływano go z frontu, był przekonany, że na rozkaz przełożonych jedzie pobierać nauki. Rzeczywiście, trafił do szkoły lotniczej. Wykładał taktykę walki myśliwców. Słuchaczami byli oficerowie starsi od polskiego pułkownika.

    Co jeszcze pamięta z wojny Stanisław Skalski? Pamięta, że bombowce to były latające hotele: załoga mogła napić się herbaty, zjeść kanapki. Co innego w jego myśliwcach. Nerwy napięte jak postronki, bezustanne przepatrywanie nieba. Po dwóch godzinach lotu można było zwariować, a generał latał cztery-pięć godzin bez przerwy.

    Skalski pamięta komendy, które wydawał podwładnym: macie pokazać Niemcom, Anglikom, Amerykanom, że potraficie latać i walczyć. Pamięta szacunek, jakim otaczano go po obu stronach frontu. Szacunek, który przetrwał do dziś.

    Stanisław Skalski dostaje listy od żołnierzy II wojny z całego świata. Gdy jedzie do Anglii, podejmowany jest przez emerytowanych dowódców Royal Air Force, dawnych towarzyszy broni. Gdy jest w Niemczech, spotyka się z pilotami Luftwaffe, kiedyś wrogami, dziś dobrymi znajomymi. Fotografują się razem, razem udzielają wywiadów.


    Po wojnie po raz pierwszy spotkał się z Niemcami w 1969 roku na premierze filmu "Bitwa o Anglię". Wtedy usłyszał od gen. Luftwaffe Alfreda Galanda, że tacy piloci jak Skalski uratowali wolny świat. Spotkał się z Niemcami tuż przed pięćdziesiątą rocznicą wybuchu wojny. Peerelowscy generałowie mieli za to do niego pretensje. Więc Skalski przez telefon powiedział generałom: "Całujcie mnie wszyscy w dupę".

    - Gdy [Lech] Wałęsa jechał do Niemiec, zadzwoniłem do Belwederu i powiedziałem, żeby znalazł dla mnie miejsce w samolocie - Skalski uważa, że jego stosunki z Niemcami mogą służyć za wzór pojednania. - Mówiłem, że pojednanie między politykami to jedno, a między narodami drugie. Niech młodzież uczy się ode mnie. Wałęsa miejsca dla mnie nie znalazł, choć chciałem zapłacić za podróż.

    Chcę polskiej Polski

    - Jakiej Polski pan chce, generale - spytałem na koniec.

    - Polskiej, nie żydowskiej.

    Więc polska Polska to taka Polska, gdzie każdy będzie znał swoje miejsce. Gdzie powróci entuzjazm czasów powojennych, kiedy naród podnosił kraj z ruin. Gdy Skalski wrócił do Polski, dobrowolnie chodził odgruzowywać Warszawę i nikt mu za to nie płacił. Gdyby jeszcze do Polski dotarł Plan Marshalla, wtedy bylibyśmy daleko przed Niemcami.

    Polska Polska to taka Polska, gdzie mundur wyznaczy pozycję człowieka, a władza nie będzie się patyczkować.

    - Niech pan spojrzy na Wałęsę - mówi Skalski. - Jak on mówi? Mamle ustami jak ryba. Taki Hitler, gdy doszedł do władzy, miał obok siebie najlepszych niemieckich aktorów. Uczyli go dykcji, słowa, gestu; przecież polityk także jest na scenie. Dobry był. Wiem, co mówię, przed wojną chciałem być aktorem.

    - Chyba pan przesadza, generale.

    - Hitler zaczynał cicho, prawie szeptem - generał chyba nie usłyszał mojej uwagi - a potem grzmiał tak, że miał u stóp miliony. Ludzi rozpierał entuzjazm. Słuchałem Hitlera przez radio, jeszcze dziś mógłbym go słuchać. Te jego przemówienia, ludzie krzyczący na komendę... Nie tak, że każdy sobie.

    Na stoliku pojawia się odbitka artykułu z amerykańskiego pisma "Forbes" i jego polskie tłumaczenie. Artykuł napisany przez dwóch amerykańskich ekonomistów ma przekonać, że USA nie powinno angażować się gospodarczo w Europę Wschodnią, bo mija się z celem finansowanie przemian, które doprowadziły do ekonomicznej stagnacji. Polskie tłumaczenie dodaje, że przemiany są skutkiem zmowy masońskiej.

    - Jest wiele artykułów, również z tego samego "Forbes"', które dowodzą, że przemiany w Polsce mają sens - mówię.

    - To pan nie wie, że prasa jest w rękach żydowskich - odpowiada Stanisław Skalski.

    Generał wyciąga kolejny "dokument". Jakiś człowiek dwojga nazwisk: polskiego i żydowskiego, interpretuje w nim najnowszą historię Europy Wschodniej. Wszystko układa się w spisek doskonały. Recesja, drogie kredyty bankowe, otwarcie na Europę, międzynarodowe napięcia i konflikty. Politycy wschodnioeuropejscy, którzy zabrali władzę totalitarnym dyktaturom, to gracze czczeni w Izraelu jak biblijni żydowscy herosi: walczą o panowanie Żydów nad światem. Ale jest nadzieja: Polska przejrzy na oczy.

    - Pan czyta do końca - nakazuje generał.

    Na końcu jest stwierdzenie o niewdzięczności Zachodu, który nie podziękował Polsce, obrończyni Europy, za zatrzymanie hord tatarskich pod Legnicą i tureckich pod Wiedniem.

    - To jakieś brednie, generale.

    - Pan mówi, że brednie, a ja wiem, że to prawda.

    - Generale, jest pan lotnikiem, a prowadzenie samolotu wymaga precyzji, jasności...

    - ...masz pan prawo, młody człowieku, do własnego zdania. Ja zostanę przy swoim.



    Cały tekst: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127823,12697886,Bohaterowie_sa_zmeczeni.html#ixzz3Wif0Ih5i
  • @Zbójnicki pies
    Nie tylko Skalski chociaż najsławniejszy.Ja chcę wspomnieć mjr. pil. Jerzego Iszkowskiego z Nowego Sącza, Nr służb. RAF P-0403 z Niebieskiej Eskadry 304 Dywizjonu Bombowego, zrzuconego potem do Polski jako cicho-ciemny , pseudo "Orczyk", "Kord". Też dostał się w łapy UB, też poniewierany w więzieniu i skazany na śmierć. Żona wybłagała na klęczkach przed Bierutem darowanie życia i zamianę kary na dożywocie.Wcześniej usiłowała błagać prokuratorkę ale ta kazała się jej całować w goły zadek. Wypuszczony z więzienia po 1956 roku, zrehabilitowano Go i przywrócono stopień wojskowy. Był kierownikiem Aeroklubu Podhalańskiego.
    Wzór patrioty i męskiej elegancji oraz dobrego wychowania. Odznaczony Krzyżem VM i angielskim Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym. Jeszcze jest Ryszard Bychowski w RAF. Zginął w akcji. Gdy pomyśli się o naszych bohaterach z czasów II Wojny Światowej, o gen. Skalskim, gen. Sosabowskim, gen Maczku, gen Andersie i wielu wielu innych naszych bohaterach, którzy zostali tak bardzo upodleni zarówno przez Aliantów jak i żydokomunę to, aż wyć się chce z bezsilnej wściekłości! Należy pamiętać, że to prześladowanie Polskich Bohaterów było kontynuacją eksterminacji Narodu Polskiego ! Aż strach pomyśleć, że w tę zbrodnię wpisali się nasi Zachodni Alianci. Jak my Polacy, możemy zaufać Zachodowi, skoro wiedząc o zbrodniach Stalina w Katyniu, Miednoje i Ostaszkowie, zbrodniach banderowskich na Wołyniu i Małopolsce i nie zrobili nic, aby potępić to bestialstwo?
  • @Kula Lis 62 14:05:17
    nie wszystko można zmieścić w jednym wpisie - spokojnie jeszcze napisze i o tym
  • @Rzeczpospolita 12:45:49
    Czy można się dowiedzieć czegoś więcej o organizacji narodowych komunistów ZP "Grunwald"?

    ciekawa dyskusja na forum : historycy.org

    w skład Krajowego Komitetu Organizacyjnego ZP "Grunwald" wchodzili Kazimierz Ćwójda, Bohdan Poręba, Stanisław Szkutnik, Andrzej Żebrak, Józef Kukułka. Zjednoczenie ostatecznie ukonstytuowało się w czasie swego I Zjazdu, który miał miejsce w Olsztynie w dniach 4-5 lipca (według Ryszarda Holzera miał się odbyć 11 października 1981 r.). W skład Prezydium 96-osobowej Rady Naczelnej weszli: Bohdan Poręba jako przewodniczący, Roman Moraczewski, Władysław Tryliński, Kazimierz Kretowicz, Stanisław Stemolewski, Zenon Łobacz, Jan Płaziński. Prezes 31-osobowego Zarządu Krajowego: Zdzisław Ciesiołkiewicz, sekretarz generalny Kazimierz Cwojdan (Ćwójda), Ignacy Łakomiec, Ignacy Kimszal, Roman Dudziński, Janusz Krzyczyński i Jerzy Widawski. Pewne wpływy "Grunwald" miał w tzw. "branżowych" związkach zawodowych: siedziba władz Zjednoczenia mieściła się w lokalu związku hutników w Hucie Warszawa, w wydawanym przez "branżowców" biuletynie "Wtórnik" ukazały się "Prokoły Mędrców Syjonu", Zdzisław Ciesiołkiewicz pisywał na łamach "Hutnika Warszawskiego".

    W okresie stanu wojennego Zjednoczenie Patriotyczne "Grunwald" uległo dezintegracji, głównie na skutek trwających od lata 1981 r. walk między frakcjami Ciesiołkiewicza-Zalewskiego i Poręby (wspieranego przez Ćwójdę i Mieczysława Trzeciaka). Stracił swój impet połączony z "Płomieniami" tygodnik "Rzeczywistość" (odwieszono go w maju 1982 r.), chociaż przez pewien czas próbował jeszcze organizować wokół siebie "beton" PZPR w Klubach Wiedzy Społeczno-Politycznej "Rzeczywistość" (patronem których był Tadeusz Grabski). Niejako "testamentem" narodowego komunizmu był zamieszczony w "Życiu Literackim" w lutym 1982 r. historyczny artykuł Władysława Machejka "My, 'nacjonaliści' z PPR". "Narodowokomunistyczne" tendencje można było wszakże zaobserwować np. w czasie w konfliktu granicznego z NRD o tor wodny do portu w Świnoujściu. Organizacje partyjne podejmowały rezolucje, w których domagały się, aby w rozmowach z władzami NRD strona polska kierowała się dumą narodową, a Komitet Wojewódzki PZPR w Szczecinie zdaniem Józefa Czyrka zaostrzał stanowisko w rywalizacji w postawach patriotycznych z tamtejszą opozycją i Kościołem, a na krajowym forum partyjnym atakował władze z pozycji hurrapatriotycznych i skrajnie antyniemieckich. W kwietniu 1988 r. na posiedzeniu Biura Politycznego grupa konserwatywna domagała się nawet strzelania do niemieckich statków!

    http://www.historycy.org/index.php?showtopic=15222
  • @lorenco 00:04:57
    to masz kolejna propagande i dyskusje na ten temat:
    "Nie zawsze wróg w walce jest twoim wrogiem"
    Stanisław Skalski

    Był prawdziwym bohaterem, idolem młodych
    Byliśmy skoszarowani jak wojsko - w namiotach, na płycie lotniska. Tam poznawaliśmy teorię latania i czyściliśmy szybowce. Któregoś dnia, po zajęciach, odwiedził aeroklub inspektor z Warszawy. Spotkał się z nami i przedstawił: "nazywam się Skalski, Stanisław Skalski". Ryknęliśmy: "Hurrrra!" Szyk pękł i pobiegliśmy do bohatera narodowego, z książek "Dywizjon 303" czy "Czarne krzyże nad Polską", które znaliśmy na pamięć.
    Stanisław Skalski - pilot - to był nasz idol. Wspaniały żyjący bohater. Krzyczeliśmy jeden przez drugiego. "Pan Stasiu" - tak go wtedy nazwaliśmy, zaprosił nas na drugi dzień po zajęciach na ognisko i rozmowy. Takich spotkań było kilka. Pan Stasiu opowiadał o sobie o lotnictwie i walkach w Polsce i Anglii, o Dywizjonie 303, pokazywał nam medale i krzyże. Gdy zobaczyłem w jego rękach krzyż Virtutti musiałem się pochwalić, że mój dziadek ma taki sam, wtedy on, ten wielki Polak mocno ścisnął moje ramię, popatrzył na mnie i cichutko powiedział: "Nie zatrać w życiu tego, co otrzymałeś". Nie zatraciłem nigdy.

    Polacy go zniszczyli
    Po zakończeniu wojny powrócił do kraju, gdzie po jakimś czasie został aresztowany, osądzony jako szpieg, skazany na śmierć. Codziennie bity i maltretowany w kazamtach UB i NKWD. Ten wybitny Polak, patriota, bohater narodowy przez reżim komunistyczny był traktowany gorzej niż oprawcy z SS.
    Opowiadał nam jak trzymano go w lodowatej wodzie po pas i tygodniami bito, głodzono i opluwano. Był twardym żołnierzem, pilotem - wytrzymał. Nie załamał się wtedy wierząc, że czas odmieni jego los. Ale gdy wypuszczono go na wolność złamała go straszna choroba. Władze komunistyczne odmówiły mu leczenia wystawiając go na pewną śmierć. W czasie gdy prawie umierał, w "Skrzydlatej Polsce" ukazała się o tym wzmianka. Tę wiadomość otrzymali piloci niemieccy, których we wrześniu 1939 r. pan Stasiu opatrzył i udzielił pomocy szpitalnej. Piloci ci byli wówczas dowódcami sił powietrznych RFN. To oni za własne środki opłacili leczenie i operację pana Stanisława za granicami kraju. Pan Stanisław po wielu latach leczenia - przeżył.
    Życie uratowali mu Niemcy
    Jak podają źródła, wiele lat później spotkał się z nimi gdy wyzdrowiał, gdy Polska stała się krajem demokratycznym. W dniach od 25 do 31 marca 1990 r. w Niemczech był goszczony przez pilota, generała sił powietrznych Niemiec. Niemcy na łamach prasy gorąco podziękowali Skalskiemu za udzieloną wówczas pomoc i prawdopodobne uratowanie życia.
    Pamiętam do dzisiaj słowa tego wielkiego Polaka i tak skromnego wtedy, gdy pan Staś wieczorem przy ognisku na lotnisku aeroklubu elbląskiego, gdy śpiewaliśmy naszemu bohaterowi harcerskie piosenki - zacytował: "Nieraz jest tak, że nie zawsze twój wróg w walce jest nim faktycznie, życie buduje inne zgoła scenariusze". Kim byli zatem wrogowie naszego asa lotnictwa myśliwskiego, bohatera narodowego, wspaniałego Polaka i patrioty - mówi jego całe życie. Uszanował go wróg, ba - później uratował mu życie, a komunistyczne władze w kraju skazały go na śmierć.
    Ta historia wspaniałego skromnego człowieka, wybitnego żołnierza - pilota, który całe swoje życie oddał swojej ojczyźnie, za nią się bił i przelewał krew, za nią cierpiał w kazamatach i za nią umarł - niech spowoduje chwilę refleksji i zadumy.

    Chwała bohaterom!

    całość :
    http://interia360.pl/polska/artykul/nie-zawsze-wrog-w-walce-jest-twoim-wrogiem-stanislaw-skalski,64372#commentsZoneList
  • Zjednoczenie Patriotyczne "Grunwald"...
    komunistyczne?!
    chyba jest to jakieś niezłe przegięcie
  • @Lord of Admiralty 22:58:51
    Cały ten artykuł został na pisany dla tego jednego zdania, że niby, Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald, było komunistyczne. Jest to stara metoda... komunistyczna, stosowana obecnie np w tandemie GW/GP. Oni chyba przechodzą specjalne szkolenia, jak uwiarygodniać treści które chcą przekazać.
  • @Jan Paweł 18:50:29
    to było ni pies ni wydra
  • @Jan Paweł 18:56:16
    Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald” zostało zarejestrowane 25 kwietnia 1981 r., rozgłos zyskało już jednak blisko dwa miesiące wcześniej, organizując 8 marca uliczny wiec pod gmachem byłego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Podczas gdy uczestnicy Marca 1968 spotkali się tego dnia na sesji na Uniwersytecie Warszawskim, grunwaldczycy urządzili swoistą kontrmanifestację. W jej trakcie starano się wykazać negatywną rolę Żydów w najnowszej historii Polski, przypisując im odpowiedzialność za zbrodnie okresu stalinowskiego. Zdaniem organizatorów zgromadzenia Żydzi („farbowane lisy”), którzy uaktywnili się jeszcze w marcu 1968 r., a od drugiej połowy lat siedemdziesiątych skupieni byli wokół opozycyjnego Komitetu Obrony Robotników, próbowali objąć kontrolę nad „Solidarnością”, przejąć władzę i przywrócić w Polsce stalinowskie praktyki. Tego rodzaju antysemickie hasła, podnoszone na oficjalnej manifestacji zorganizowanej za przyzwoleniem władz, nie mogły przejść bez echa zarówno w Polsce, jak i na arenie międzynarodowej.
    W kolejnych miesiącach stowarzyszenie pozostawało instrumentem władz w walce z solidarnościową opozycją. Była to walka prowadzona metodami, których nie mogła stosować bezpośrednio Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Sprowadzały się one do akcentowania żydowskiego pochodzenia niektórych działaczy „Solidarności”, co miało w zamyśle wywołać negatywne reakcje odbiorców tego rodzaju przekazu i zniechęcać ich do władz niezależnego związku zawodowego.
    ZP „Grunwald”, choć formalnie pozostawało organizacją niezależną, działało za cichym przyzwoleniem partii. W jej szeregach nie brakowało protektorów Zjednoczenia, wywodzących się ze środowiska tzw. partyjnej lewicy, dogmatyków, „twardogłowych”, jak np. Stefan Olszowski i Stanisław Kociołek. Realne było także wsparcie udzielane grunwaldczykom przez ludzi z kręgów wojska czy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Dzięki opiece, jaką otaczani byli członkowie „Grunwaldu”, mogli oni kontynuować działalność aż do końca lat osiemdziesiątych. Organizacja nigdy już nie zyskała jednak takiego rozgłosu jak w 1981 r. Istnienie stowarzyszenia stanowiło swoisty wentyl bezpieczeństwa systemu. Z jednej strony pozwalało to na kanalizowanie działalności skrajnych środowisk narodowokomunistycznych, a z drugiej, stanowiło poręczny straszak na opozycję demokratyczną.


    „Koncesjonowany nacjonalizm…” to książka podejmująca temat niezbadany dotąd przez historyków. Działalność „Grunwaldu” była ciekawym i specyficznym elementem ostatniej dekady istnienia PRL. Czyni to z pracy Gasztolda-Senia lekturę obowiązkową dla wszystkich chcących zgłębić meandry rzeczywistości politycznej tego okresu.


    Książka Przemysława Gasztolda-Senia to kolejny tom IPN-owskiej serii „monografie”. Autor podjął się niełatwego zadania opisu niewielkiej organizacji, która w zamyśle władz PRL miała odegrać bardzo konkretną rolę i w określonym czasie zaistniała na arenie publicznej. Wokół jej działalności narosło przy tym wiele mitów, które do tej pory nie były obiektem naukowej analizy.

    Przemysław Gasztold-Seń – „Koncesjonowany Nacjonalizm. Zjednoczenie Patriotyczne »Grunwald« 1980–1990”
  • @nocny gryzoń 21:08:47
    A mam ich głęboko w..............poważaniu

OSTATNIE POSTY

więcej
  • SPOŁECZEŃSTWO

    Twierdza Auschwitz

    Gdzie znajduje sie najbardziej strzeżona twierdza w Polsce? 2 stycznia 2020 r. zaczną obowiązywać nowy regulamin zwiedzania oraz rezerwacji w Miejscu Pamięci Auschwitz-Birkenau. Jedną z najważniejszych zmian jest wprowadzenie imiennych kart wstępu. czytaj więcej

  • POLITYKA - ŚWIAT

    ... i świat musi patrzeć

    Podczas wtorkowej wizyty w Londynie prezydent USA Donald Trump powiedział, że Iran „zabija teraz setki protestujących ludzi" Dodał: „To okropne i świat musi na to patrzeć”. czytaj więcej

  • POLITYKA - ŚWIAT

    Jeśli nie NATO to kto?

    NATO zostało założone w 1949 roku w celu zbiorowej obrony swoich członków, łącząc bezpieczeństwo USA z europejskimi sojusznikami przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Sojusz był świadkiem końca komunizmu, pokonując blok sowiecki bez jednego strzału. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej