Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
441 postów 14506 komentarzy

Tylko prawda

Husky - Prawicowiec,katolik Zoologiczny antykomunista UB-ekom i ich potomkom wstęp wzbroniony "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" -Jan Paweł II

„Historyczne Bzdury”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Lechici jako zdobywcy całej Azji i protoplaści słowa „Allah” i „Jahwe”? Hitler mówiący „Dajcie mi polskich żołnierzy i niemiecką technologię, a wygram wszystkie bitwy”?

 Lechici jako zdobywcy całej Azji i protoplaści słowa „Allah” i „Jahwe”? Hitler mówiący „Dajcie mi polskich żołnierzy i niemiecką technologię, a wygram wszystkie bitwy”? Tego typu nieprawdziwe informacje łatwo rozprzestrzeniają się w sieci. Walkę z nimi podjął facebookowy profil „Historyczne Bzdury”.

 

 

Facebook – gdzieś pomiędzy zdjęciami słodkich kotów, super ofertą sprzedaży nierozpakowanego smartfona, fotkami z wakacji czy piosenkami Lany del Rey znaleźć można taką oto wypowiedź:

Taka jest prawda o Józku, którego nazwisko prawdziwe brzmi: Zeligman! Prawdziwy Józef Piłsudski został zamordowany, a żyd Zeligman zawłaszczył Jego Imię, Nazwisko i majątek, o czym PiSał Brat Józefa – Bronisław, słynny polski uczony – badacz kultury Ajnów, Ludów Syberii oraz Japończyków. Ten, którego znamy, jako tzw. Marszałka, jest żydem – uzurpatorem! Nienawidził Polaków i gardził Polakami, a zamach majowy (i nie tylko!) to była zbrodnia przeciw Narodowi polskiemu!

Gdzieś indziej filmik na YouTube zatytułowany „Judeosataniści spalili w Warszawie 600,000 Polaków na stosach”. W innym miejscu jakiś użytkownik ujawnia:

Niemcy, Rosjanie, Francuzi, Brytyjczycy (i Amerykanie!) – wszyscy zmówili się przeciwko Polsce, a my ciągle nazywamy to „ironią historii”, nie widząc w tym naszej słabości.

Równolegle kogoś rozpiera duma, a nawet przegrane bitwy stają się zwycięstwami:

Moze przestanmy nazywac „cudami” nasze zwyciestwa, genialnych strategow oraz bohaterskich dowodcow wraz z ich bohaterskimi zolnierzami!!!! Bitwa Warszawska, Bzura, Wizna, Westerplatte, Monte Cassino, Somosierra, bitwa pod Kluszynem. Duzo wiecej mozna by wymienic, ale nie nazywajmy tego k...wa „cudami”. My po prostu tacy jestesmy ;)

To tylko kilka cytatów z internetowych wypowiedzi o historii, które znaleźć można na facebookowym profilu „Historyczne Bzdury”. – Pomysł wpadł mi do głowy jakoś tak zupełnym przypadkiem – opowiada o powstaniu inicjatywy jej administratorka Ania – Ponieważ lubię historię, chętnie wchodzę na strony i profile o takiej tematyce. W pewnym momencie zaczęłam kolekcjonować absurdalne lub zwyczajnie głupie komentarze innych użytkowników. Dość przerażające było tempo z jakim ta kolekcja się rozrastała. Na koniec uznałam, że w sumie warto by było się podzielić tymi perełkami z innymi użytkownikami. Tak powstały „Historyczne Bzdury”. To chyba jedyny w Polsce profil o takim charakterze. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona popularnością tego pomysłu. Okazało się to być strzałem w dziesiątkę.

(źródło: profil „Historyczne Bzdury”).

Każdą „bzdurę” ilustruje screen z komentarzem na serwisie społecznościowym, memem czy demotywatorem – oryginalnym zapisem „alternatywnej”, a często również „niepokornej” interpretacji dziejów. Imiona i nazwiska zawsze są zamazane. Prowadząca profil w opisie do „dowodu” punktuje mity, kłamstwa i fałsze – czasem szczegółowo wskazując „bzdury”, czasem wykazując dziury w logice wywodu, czasem zaś po prostu ironicznie komentując treść wpisów i odkryć.

– Znajduję bzdury na niemal każdy temat. Bardzo dużo głupot wypisują ludzie w tematach które do dzisiaj wywołują silne emocje – mam na myśli przede wszystkim historię II wojny i czasów powojennych. A także czasów które ze względu na niedostatek źródeł są wciąż bardzo słabo rozpoznane – czyli przybycie Słowian na te tereny i początki państwa polskiego – tłumaczy administratorka facebookowego profilu.

 
 
Wśród autorów „bzdur” wyróżnić można kilka głównych grup. W sieci powszechnie znani są tzw. „turbosłowianie”, czyli miłośnicy przedchrześcijańskich dziejów Polski/Słowiańszczyzny (dla nich to zresztą jedno i to samo), zwykle krytycznie nastawieni do katolicyzmu, za to gotowi udowadniać, że przed Mieszkiem I byliśmy potęgą. Inni produkujący treść to „gimbopatrioci” – najczęściej małoletni miłośnicy historii wojskowej, gotowi walczyć o to, że polski oręż był niezwyciężony, husaria to najlepsza formacja w historii, wszyscy się nas bali, my zaś byliśmy nie tylko dzielni, ale i szlachetni. Co ich wszystkich łączy? – Punktem wspólnym wszystkich piszących bzdury jest brak krytycyzmu. Jak to powiedział Abraham Lincoln – człowiek uwierzy we wszystko, co wyczyta w internecie – śmieje się Ania – Którzy są najgorsi? Ciężko stwierdzić. Ale chyba najbardziej irytują mnie ci, którzy własną niewiedzę przykrywają stekiem przekleństw. Nie ma nic gorszego niż cham i ignorant w jednym.

Czy internet sprzyja powstawaniu „historycznych bzdur”?

– Nie ma jednego internetu. Każdy z nas porusza się online w innych przestrzeniach, definiowanych przez zainteresowania, wykształcenie, klasę społeczną czy nawet poglądy polityczne – mówi Marcin Wilkowski, twórca serwisu „Historia i media”, specjalista od digital history i cyfrowej humanistyki, pilny obserwator zjawisk sieciowych – Można chyba powiedzieć, że Sieć jako medium sprzyja raczej tym, którzy już mają jakieś kompetencje w zakresie krytycznej recepcji informacji i odpowiedzialnego budowania swojej wiedzy historycznej. Natomiast tym, którzy z różnych względów ich nie posiadają, pozwala w łatwy sposób wzmocnić wyznawane mity i stereotypy historyczne. Ta część internetów kształtuje estetyzowaną wizję przeszłości, gdzie śmierć zawsze jest piękna i bohaterska, w której nie ma kobiet i dzieci, a wojna i polityka to podstawa procesu dziejowego, spłaszczonego zazwyczaj do wymiaru „ciekawostek historycznych”.

– To jest główny problem. Internet to ogromne źródło wiedzy, również tej rzetelnej. Ale też jest idealnym miejscem rozsiewania pseudoteorii, teorii spiskowych itd. – zgadza się autorka „Historycznych bzdur” – To prawdziwa pułapka dla ludzi nie nauczonych weryfikowania każdej informacji (a niestety, w polskich szkołach dominuje podejście nauczyciel-autorytet mówi, uczeń ma słuchać i nie zadawać pytań, a już absolutnie nie może mieć żadnych wątpliwości). Co gorsza, mity bardzo łatwo się rozsiewa, ale gdy już zaczną żyć własnym życiem w zasadzie nie ma szans na wyeliminowanie ich.

To, jak żywotne są bzdury, pokazuje historia największego fałszu polskiej Wikipedii – biogramu Henryka Batuty (właśc. Izaaka Apfelbauma), polskiego komunisty, uczestnika wojny domowej w Hiszpanii (i pierwowzoru gen. Golza z powieści „Komu bije dzwon”), oficera KBW poległego w walkach z UPA, który jest patronem ulicy na warszawskim Służewiu. Oczywiście, Henryk Batuta nie istniał, jego losy to połączenie kilku typowych życiorysów polskich komunistów, a ul. Batuty nie czeka na dekomunizację, gdyż odnosi się do rekwizytu dyrygenta. Przez ponad rok funkcjonowania mistyfikacji informacje o Batucie-Apfelbaumie trafiły w ponad 800 różnych miejsc w sieci. To najwyraźniejszy dowód na to, że w sieci historię wyjątkowo łatwo sfałszować.

Co robić?

Jak walczyć z „historycznymi bzdurami” w polskim internecie? – Być może inspiracją mogłyby być tutaj działania informacyjne i wiedzotwórcze skierowane przeciwko oddziaływaniu niebezpiecznych ruchów antyszczepionkowych – zastanawia się Marcin Wilkowski – Odpowiedzią mogłaby być także krytyczna polityka historyczna w modelu, który zaproponował Histmag. Trudno jednak oczekiwać prostego i skutecznego rozwiązania w materii tak skomplikowanej i upolitycznionej. Może po prostu trzeba robić swoje – zakładać i prowadzić dobre naukowe i popularnonaukowe serwisy historycznej, podejmować działania związane z upowszechnianiem nauki, rozwijać kierunki public history na uczelniach, dbać o łatwy dostęp do publikacji naukowych. Jednak to wszystko wymaga organizacyjnego i finansowego wsparcia. Tymczasem Ministerstwo Nauki za działalność na rzecz upowszechniania nauki uznaje wciąż przede wszystkim zakładanie repozytoriów i dofinansowywanie druku publikacji pokonferencyjnych...

 
 
– Największą rolę widzę właśnie w portalach propagujących historię – stwierdza Ania z „Historycznych bzdur” – Dlatego ciąży na ich twórcach największa odpowiedzialność, aby nie powielać mitów. Każdy tekst, każda ciekawostka powinna być wcześniej dokładnie przemyślana i zweryfikowana. Bo nie ukrywajmy – mało osób sięga dzisiaj po książki. Bo drogie, bo nudne, bo za dużo tekstu na raz. Powody są różne. Większość woli szybkie i łatwo przyswajalne ciekawostki. I na nich opiera swoją wiedzę. Dlatego najważniejszą rzeczą jest zaprzestanie publikowania bzdur w szerokodostępnych portalach, a dopiero potem zwalczania już tych istniejących.

 

Słowem: potrzebujemy pracy u podstaw. Przydałaby się też pewna odpowiedzialności samych popularyzatorów, którzy powinni pamiętać, że ich misją jest rzetelne edukowanie, a nie sprzedawanie mniej lub bardziej wyedukowanym odbiorcom pseudonaukowych sensacji czy historii w wersji „gimbopatriotycznej”. Zaś osobom stojącym na straży rzetelności w opowiadaniu o przeszłości, takim jak twórczyni „Historycznych bzdur”, warto życzyć wytrwałości oraz... mniejszej ilości treści do punktowania.

 

Tomasz Leszkowicz :

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

http://histmag.org/historyczne-bzdury-jak-radzic-sobie-z-mitologizacja-i-falszowaniem-historii-w-sieci-12057;2

 

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY

więcej