Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
430 postów 14234 komentarze

Tylko prawda

Husky - Prawicowiec,katolik Zoologiczny antykomunista UB-ekom i ich potomkom wstęp wzbroniony "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" -Jan Paweł II

Zdradzeni o świcie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W Polsce w czasach stalinizmu powstanie było tabu, stale funkcjonowało jednak w świadomości politycznej jako narodowa katastrofa. Po upadku komunizmu uhonorowanie Powstania Warszawskiego stało się jednym z centralnych punktów polskiej historii.

             
 
 
 
 
 
Powstanie warszawskie: warto było?

Polskie spory wokół Powstania Warszawskiego – toczące się już przed jego wybuchem, a później w trakcie walk i po jego upadku – ciągnęły się w kraju i na emigracji przez całe dziesięciolecia i należą do tych nigdy nierozstrzygniętych kwestii, które przekazywane z pokolenia na pokolenie budzą w Polakach emocje.

Czy to powstanie miało sens, czy było historycznym błędem?

Kto jest winien klęski?

Cyniczny ludobójca Stalin? To oczywiste!

Wiarołomni alianci zachodni? Oni również.

A może – jak głosili  komuniści – przede wszystkim polski rząd emigracyjny w Londynie, niepotrafiący ułożyć się ze wschodnim sąsiadem, który w 1944 r. miał w ręku wszystkie karty?

A może także bezpośrednio władze powstańcze, które nie powinny przeć do rozpoczęcia walki, gdy brakowało podstawowego uzbrojenia?

 

Już w Teheranie ustalono, jak będzie wyglądała Europa po wojnie. Pamiętajmy, że gdy wojska amerykańskie zapędziły się za daleko i przekroczyły umowne granice wpływów, musiały się cofnąć, by zrobić miejsce Rosjanom. Stalin nie musiał się nigdzie spieszyć. Wiedział przecież, że "europejski tort" został przy jego udziale już dawno pokrojony.

                

 

 

Postawa wojsk radzieckich, stojących bezczynnie na praskim brzegu Wisły w trakcie walk powstańczych z sierpnia 1944, była zaskoczeniem dla wszystkich. Nie tylko Polacy – zarówno w kraju jak i na emigracji – zastanawiali się, co takiego stanęło Stalinowi na przeszkodzie, aby wesprzeć antyhitlerowskiego sojusznika. Także Zachód ze zdumieniem przyglądał się wyrachowanej, okrutnej grze Kremla. I bardzo długo nie zrozumiał nikt, co takiego się właściwie wydarzyło.

Historia bierności wojsk ZSRR jest powszechnie znana. Wiadomo, że bezruch nie spowodowany był względami wojskowymi. Czołgi Armii Czerwonej zajmowały dobrą pozycję, zaś sama likwidacja niemieckiego przedmościa na Pradze warta była wysiłku i w znaczący sposób mogła wpłynąć na przebieg powstania, a w efekcie – na przebieg ogólnych walk przeciw hitlerowcom. A może jednak zimna kalkulacja:

Radiostacja Kościuszko z prawego brzegu Wisły rzeczywiście podniecała nastroje i nawoływała do czynnej walki. Tu znów zdania są podzielone: czy były to apele inspirowane czystym patriotyzmem, czy kolejna perfidna zagrywka komunistów, którzy chcieli rękami Niemców pozbyć się polskiej, konserwatywnej z natury inteligencji, by tym łatwiej przejąć polityczną kontrolę nad krajem po wojnie? Takie obawy w kręgach przywódczych państwa podziemnego były dość powszechne.

Wybuch powstania i pierwsze dni walk były skrupulatnie obserwowane przez dowództwo sowieckiej armii, które na bieżąco meldowało o sytuacji Stalinowi. Gdy po pięciu dniach walk powstanie w Warszawie nie zostało przez siły niemieckie stłumione, a powstańcy nadal dzielnie walczyli z przeważającymi siłami niemieckimi, Stalin zdecydował się na kolejny perfidny krok wobec walczącej Warszawy. Z jego osobistego polecenia Armia Czerwona 5 i 6 sierpnia 1944 r. wstrzymała jakiekolwiek działania frontowe. Już te decyzje były wyrokiem śmierci dla Warszawy.


Stalin jednak postanowił posunąć się jeszcze dalej. Mimo deklarowanych wielokrotnie obietnic nie udzielił realnej pomocy wojskowej powstańcom. Pierwsze zrzuty sowieckiego uzbrojenia nastąpiły dopiero 13 i 14 września 1944 r., a więc wówczas, gdy było już jasne, że nie wpłyną one na losy powstania. Te symboliczne w stosunku do potrzeb zrzuty broni miały jedynie posłużyć sowieckiej propagandzie do wykazania, że pomoc Armii Czerwonej walczącej Warszawie rzeczywiście miała miejsce. Stalin odmówił również zgody na wykorzystanie lotnisk na terenie ZSRR do lądowania alianckich samolotów dokonujących „zrzutów" z pomocą dla walczących w Warszawie. Nie zgodził się nawet na lądowanie za linią niemiecko-sowieckiego frontu alianckich samolotów w wypadku ich uszkodzenia przez niemiecką artylerię i lotnictwo. Sowiecka blokada uniemożliwiła również pomoc w ramach tzw. mobilizacji sierpniowej sił AK,które pozostawały w strefie już zajętej przez Sowietów. Gdy 14 sierpnia 1944 r. komendant główny AK gen. Tadeusz Bór-Komorowski wydał rozkaz nakazujący skierowanie sił do walczącej stolicy, dowództwo Armii Czerwonej podjęło działania, aby zahamować marsz AK-owskich oddziałów na Warszawę. Ich potencjalne wsparcie dla walczącej stolicy zostało udaremnione przez sowieckie jednostki frontowe, blokujące Warszawę od wschodu.

Los spieszących z pomocą Warszawie oddziałów AK był nie mniej tragiczny niż powstańców. Po symulowanych rozmowach z udziałem ich dowódców zostały one bowiem rozbrojone, a większość żołnierzy aresztowana.

Z sowieckiej niewoli uszli tylko nieliczni. Stalin mógł już spokojnie czekać, aż wygaśnie powstanie i umrze polska stolica. Jesienią 1944 r. po kapitulacji powstania przez prawie trzy miesiące sowieckie dywizje frontowe stały i patrzyły, jak hitlerowcy metodycznie oraz planowo niszczą to, co pozostało z miasta.


W politycznych planach Stalina Warszawa miała zostać ukarana.

Musiała powtórzyć los Kartaginy.

I powtórzyła.

                        

 

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1587531,1,powstanie-warszawskie-warto-bylo.read

http://odkrywcy.pl/kat,122994,title,Dlaczego-Stalin-nie-pomogl-powstancom,wid,12530079,wiadomosc.html?smg4sticaid=619988

http://www.naszahistoria.pl/powstanie-warszawskie/a/70-rocznica-powstania-warszawskiego-swiat-sie-dowiedzial-nic-nie-powiedzial,9175540

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1587531,2,powstanie-warszawskie-warto-bylo.read

 

 

KOMENTARZE

  • @Ziut Polskę Zbaw 11:18:55
    Rzeź Woli

    Powstanie Warszawskie, dla dużej części społeczeństwa warszawskiego, w tym ludności Woli, było zaskoczeniem. Jednak radość w pierwszych godzinach była ogromna i spontaniczna.
    Ludzie zmęczeni tyranią okupanta, teraz spodziewali się rychłego końca ponad pięcioletniego koszmaru.

    To, co wydarzyło się na Woli w następnych dniach Powstania przekroczyło wszelką wyobraźnię...
    Niemieckie szwadrony śmierci przetaczały się przez dzielnicę, idąc od zachodnich rogatek w kierunku Śródmieścia, "wycinały" wszystko, co żywe, burząc i paląc całą infrastrukturę.

    Rzezi Woli Niemcy dokonali na niewinnych ludziach, wyciągając ich z mieszkań całymi rodzinami. Byli wśród nich chorzy, dzieci i niemowlęta.
    Mordu dokonywano na podwórzach, większych placach, ulicach..., gdzie przy użyciu broni ręcznej, karabinów maszynowych ustawionych na podpórkach na ziemi, granatów, a nawet czołgu, z działa którego strzelano do ludzi przy ul. Wolskiej k/Elekcyjnej.

    Wybijano ludność cywilną dom po domu, ulica po ulicy... Dokonano tej zagłady w ciągu kilku dni, lecz apogeum zbrodni przypada na 5 i 6 sierpnia 1944 r. Po dokonaniu mordu palono domy. Było wiele przypadków, gdzie palono ludzi żywcem w podpalanych domach, nie pozwalając im ich opuścić.

    Części ludności zaplanowano inny rodzaj śmierci - pod przymusem tworząc z nich "żywe barykady" i "żywe tarcze" dla osłony żołnierzy niemieckich atakujących barykady powstańcze. Od 4 sierpnia Niemcy wprowadzili też do akcji bombowce nurkujące bombardujące bez przerwy dzielnicę.

    Wola zginęła - wymordowano w mękach jej ludność a domy spalono. Szacuje się, że zamordowano ok. 50.000 ludzi. Był to bezprzykładny akt ludobójstwa na bezbronnej ludności cywilnej. W ciągu kilku dni zamordowano tu ponad dwa razy tyle ludzi niż w Katyniu, Charkowie i Miednoje.

    Po wybuchu 1 sierpnia 1944 r. Powstania Warszawskiego pierwsze silne uderzenia zbrojne Niemców zostało skierowane na dwie zachodnie dzielnice Warszawy: Wolę i Ochotę. Niemcy chcieli zabezpieczyć trakt komunikacyjny dla wojska z zachodu do mostów na Wiśle, na Pragę i dalej na wschód.
    Nacierający Niemcy od pierwszych dni powstania realizowali rozkaz Hitlera i Himmlera, który nakazywał, że "każdego mieszkańca należy zabić, nie brać żadnych jeńców". Dyrektywa ta była realizowana z całą bezwzględnością.
    Po wypieraniu powstańców z pozycji w zachodniej części Woli Niemcy natychmiast przystąpili do mordowania ludności cywilnej na zajętych terenach i podpalania domów, często razem z ludźmi. Po przybyciu w dniach 3-4 sierpnia 1944 r. do Warszawy niemieckich posiłków z rejonu Poznania działania niemieckie nasiliły się.

    5 sierpnia wojska niemieckie przystąpiły do generalnego szturmu na Wolę, pierwszą warszawską dzielnicę na swej drodze. Wobec miażdżącej przewagi nieprzyjaciela, dysponującego czołgami, artylerią, pociągiem pancernym i lotnictwem, powstańcy byli zmuszeni do wycofania się z części dzielnicy w kierunku wschodnim, w kierunku dzielnic centralnych.
    Na zdobytym przez Niemców terenie 5 sierpnia rozpoczęła się bezprzykładna masakra ludności cywilnej. Walec śmierci toczył się od zachodnich rubieży Woli wzdłuż ulic Wolskiej i Górczewskiej. Szwadrony śmierci zaopatrywane były ze specjalnych wozów pancernych w amunicję i zapasowe lufy do karabinów maszynowych. Masakrze przyglądał się ze stanowiska dowodzenia w pobliżu ul. Wolskiej i Syreny kat Woli gen. Heinz Reinefarth.

    Wspomina Jerzy Janowski, który w sierpniu 1944 r. miał 12 lat:
    "W Warszawie trwało powstanie. Było piękne lato. Wczesny ciepły ranek 5 sierpnia 1944r. nie zapowiadał wyroku na naszą dzielnicę. Był to piąty dzień Powstania Warszawskiego. Wola płonęła, unosiły się kłęby dymu i swąd palonych ciał, panował strach i przygnębienie. Niemcy ściągali posiłki w ludziach i w sprzęcie z tzw. kraju Warty - Poznania. Słychać było bez przerwy kanonady karabinów maszynowych i pojedyncze strzały oraz detonacje granatów. Na rozkaz Himmlera przybyły na przedmieścia Woli oddziały niemieckiej "odsieczy" pod dowództwem SS - Gruppenführera Heinza Reinefartha, oraz brygada kryminalistów i zawodowych przestępców niemieckich podkomendnych SS - Oberführera Oskara Dirlewangera. Pod osłoną czołgów i wozów pancernych rozpoczął się gwałtowny szturm miasta od zachodu, którego głównym traktem do Śródmieścia była ulica Wolska.
    Pod domem, w którym mieszkaliśmy na Woli przy ulicy Sowińskiego pojawiła się grupa szturmowa żołnierzy w mundurach niemieckich obwieszonych taśmami amunicji i granatami. Były to oddziały niemieckie i ich kolaboracyjni sprzymierzeńcy: Rosjanie i Ukraińcy. Widok był przerażający. Strach paraliżował poruszanie się i zapierał dech. Kilkunastu żołnierzy wbiegło do budynku i plądrowało mieszkania, grabiąc, co się dało. Lęku, jaki nas ogarniał nie da się opisać. Nagle padły strzały i dwujęzyczne okrzyki: "raus", "wychodzitie skorej", "schnell". Wszyscy mieszkańcy naszej kamienicy rzucili się do wyjścia i tu znów padły komendy: "hände hoch", "ruki wierch", "pod stienku".
    Pod ścianą domu od ulicy uformowany został szpaler ludzi stojących przodem do ściany z podniesionymi rękoma. W tym szpalerze złożonym z sąsiadów stała nasza mama z dwójką młodszych dzieci (10 i 12 lat).
    W odległości kilku metrów od nas stał Oddział Szturmowy, z peemami trzymanymi w ręku. Rozlegało się ludzkie skomlenie: "litości". Potęgowała się groza. Na moment zaległa cisza, słychać było tylko szczęk repetowanej amunicji. Za chwilę miało być po wszystkim.
    W tym przełomowym momencie między życiem a śmiercią, stał się cud. Z kierunku ulicy Grodziskiej biegło dwóch Niemców strzelających w górę, na znak, że czegoś chcą. Po dopadnięciu na miejsce okazało się, że było to dwóch oficerów niemieckich z Wehrmachtu i Bahnschutzu. Jeden z nich był Komendantem Posterunku Kolejowego, który istniał od kilku lat okupacji przy bocznicy kolejowej nieopodal naszego domu.
    Po dramatycznych pertraktacjach z Oddziałem Szturmowym, które trwały wieczność i nieznanych nam argumentach oficerów, odstąpiono od egzekucji. Byliśmy ocaleni! Ocalenie jak się później okazało było za sprawą mieszkanki naszego domu, sąsiadki z górnego piętra, która znała język niemiecki i widząc narastający dramat pobiegła co sił w nogach błagać ich o ratunek, ratując nas w ten sposób od niechybnej śmierci."
    Rodzinie Janowskich udało się w dramatycznych okolicznościach wydostać z Woli i dotrzeć do pobliskich Włoch. Ocaleli z zagłady. Większość mieszkańców dzielnicy miało jednak mniej szczęścia. Zeznania nielicznych ocalałych przedstawiają makabryczny opis tragedii.

    Egzekucje miały charakter masowy i zorganizowany. Towarzyszyły im bestialstwa i gwałty. Nie oszczędzano nikogo - ludzi starszych, dzieci, kobiet, lekarzy, księży. Posuwające się w głąb Woli niemieckie oddziały zostawiały za sobą ciała tysięcy pomordowanych. Zbrodnie miały miejsce prawie w każdym wolskim domu, fabryce, parku, na większości ulic, w podwórzach, bramach. Rabowano i podpalano domy.
    Szczególnym okrucieństwem wsławił się złożony z kryminalistów batalion Oskara Dirlewangera. Na jego szlaku znajdowały się jedno po drugim następne miejsca kaźni. O zbrodni z rejonie parku Sowińskiego od strony ul. Wolskiej opowiada ocalała Wacława Szlacheta, wówczas lat 43:
    "W dniu 5.08.1944 r. o godz. 10-tej na podwórze naszego domu - Wolska 129, wpadł oddział niemiecki. Było ich kilkudziesięciu. Byli uzbrojeni w ręczne karabiny maszynowe i granaty. Dom był duży, posiadał przeszło 150 lokali i ok. 600 lokatorów... W domu pozostało kilkoro obłożnie chorych. Wyszłam z mieszkania z mężem, dwoma synami i dwiema córkami. Razem z innymi mieszkańcami domu, żandarmi kazali nam wyjść na ulicę Wolską, przejść jezdnię i zatrzymać się przy Parku Sowińskiego. Odłączono mężczyzn od kobiet oraz oddzielono od matek chłopców w wieku od 14 lat. Ustawiono nas przy siatce Parku Sowińskiego, zaczynając od bramy parku... do miejsca, gdzie stoi krzyż kamienny.
    Stojąc pod siatką zobaczyłam, iż na rogu ul. Wolskiej i Ordona, stoi na podstawie karabin maszynowy, przy naszym domu w odległości ok. 10 m od ul. Ordona, w kierunku Prądzyńskiego, stoi drugi karabin maszynowy. Widziałam też trzeci karabin, ale dziś już nie pamiętam, w którym miejscu (stał bliżej Prądzyńskiego). Z tych karabinów żołnierze niemieccy dali do nas salwy... Upadłam na ziemię. Nie byłam ranna. Na moje nogi padały zwłoki. Żyła jeszcze leżąca przy mnie, moja najmłodsza córka Alina.
    Leżąc widziałam i słyszałam, jak żołnierze niemieccy chodzili pomiędzy leżącymi, kopali ich sprawdzając, kto jeszcze żyje. Żyjących dobijali pojedynczymi strzałami z rewolwerów... Widziałam, jak żołnierz podszedł do wózka, w którym leżały kilkumiesięczne bliźnięta mojej sąsiadki Jakubczyk i zastrzelił je. Przez cały czas słyszałam jęki konających... Zwłok męża i synów nie widziałam odchodząc z miejsca mordu, jednak ślad po nich zaginął. Zwłoki obydwu córek widziałam..."


    http://www.sppw1944.org/index.html?http://www.sppw1944.org/powstanie/wola_rzez.html
  • @Ziut Polskę Zbaw 11:18:55
    A co ten komentarz ma do przedstawionego artykuły o powstaniu ?
    Chyba tylko to, ze ten Ukrainiec Igor Isajew mieszka w Warszawie.
    Czyli pieczywo z dupczywem Panu się myli....
    PS
    Gdyby Pan nie miał własnego bloga, to frustrację bym zrozumiał.
  • Cześć i chwała bohaterom.Dzieci,młodzież i starsi sprzątają groby Powstańców.
    https://pbs.twimg.com/media/DF-wrUYXkAAH4Y_.jpg
  • Polskie plaże to nie tylko Budki z piwem itp
    https://pbs.twimg.com/media/DF-RLNZWsAAihLs.jpg
  • 73 lata temu padł rozkaz o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego
    73 lata temu, 31 lipca 1944 r., Komendant Główny AK gen. Tadeusz Komorowski "Bór" wydał dowódcy Okręgu AK Warszawa Miasto płk. Antoniemu Chruścielowi "Monterowi" rozkaz o rozpoczęciu 1 sierpnia 1944 r. powstania w Warszawie. "Po pięciu blisko latach nieprzerwanej i twardej walki prowadzonej w podziemiach konspiracji stajecie dziś otwarcie z bronią w ręku" - głosił rozkaz "Bora".

    O podjęciu walk w stolicy zadecydowano 21 lipca 1944 r. na spotkaniu generałów Tadeusza Komorowskiego "Bora", Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka" i Tadeusza Pełczyńskiego "Grzegorza".
    Przez kilka następnych dni trwały konsultacje wewnątrz KG AK, której stanowisko przedstawiono następnie Janowi S. Jankowskiemu Delegatowi Rządu na Kraj w celu uzyskania jego akceptacji. Odbyło się także w tym czasie posiedzenie Rady Jedności Narodowej, na którym opowiedziano się za opanowaniem Warszawy przed wkroczeniem do niej Armii Czerwonej.

    25 lipca 1944 r. gen. Komorowski wysłał do Londynu depeszę skierowaną do Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, w której stwierdzał: "Jesteśmy gotowi w każdej chwili do walki o Warszawę. Przybycie do tej walki Brygady Spadochronowej będzie miało olbrzymie znaczenie polityczne i taktyczne. Przygotujcie możliwość bombardowania na nasze żądanie lotnisk pod Warszawą. Moment rozpoczęcia walki zamelduję".
    Tego samego dnia Rada Ministrów wydała uchwałę, w której upełnomocniła Delegata Rządu "do powzięcia wszystkich decyzji wymaganych tempem ofensywy radzieckiej, w razie konieczności bez uprzedniego porozumienia się z Rządem". Dzień później premier Stanisław Mikołajczyk polecił ministrowi spraw wewnętrznych przesłać do kraju informację o tym, iż: "Na posiedzeniu Rządu RP zgodnie zapadła uchwała upoważniająca Was do ogłoszenia powstania w momencie przez was wybranym".
    Premier Mikołajczyk, udający się pod koniec lipca na rozmowy ze Stalinem, liczył, iż ewentualny wybuch powstania w stolicy wzmocni jego pozycję negocjacyjną wobec Sowietów.
    Opinii premiera nie podzielał Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski, który uważał, iż w zaistniałej sytuacji, zbrojne powstanie pozbawione jest politycznego sensu i w najlepszym przypadku zmieni jedną okupację na drugą. W depeszy do gen. Komorowskiego z 25 lipca 1944 r. stwierdzał m.in. "W obliczu szybkich postępów okupacji sowieckiej na terytorium kraju trzeba dążyć do zaoszczędzenia substancji biologicznej narodu w obliczu podwójnej groźby eksterminacji". Gen. Sosnkowski, jako Naczelny Wódz, nie podjął jednak jednoznacznej decyzji zabraniającej rozpoczęcia powstania.
    31 lipca po południu dowódca AK gen. Tadeusz Komorowski "Bór" spotkał się z płk Antonim Chruścielem, który przekazał "Borowi" nieprecyzyjną - jak się potem okazało - wiadomość o tym, że sowieckie czołgi są już na przedmieściach Pragi. Ta niesprawdzona informacja była jednym z powodów, dla którego wahający się jeszcze "Bór" podjął ostatecznie rozkaz, że powstanie wybuchnie 1 sierpnia.
    Przebieg kluczowej narady 31 lipca i podjętej wówczas decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego tak w swoich wspomnieniach przedstawił "Bór" Komorowski: "Tegoż dnia komendant Okręgu Warszawa-Miasto, 'Monter', oczekiwany był w kwaterze głównej o godzinie 6 po południu. Zjawił się niespodziewanie o piątej, z wiadomością, że sowieckie oddziały pancerne wdarły się w przyczółek niemiecki, zdezorganizowały jego obronę i że Radość, Miłosna, Okuniew, Wołomin i Radzymin są już w rękach rosyjskich. Po krótkiej naradzie uznałem, że nadszedł właściwy moment do rozpoczęcia walki o Warszawę".
    Tego samego dnia ok. godz. 19 z gmachu przy ul. Filtrowej 68, gdzie mieściła się konspiracyjna kwatera sztabu dowódcy Okręgu Warszawskiego AK, płk Chruściel "Monter" wysłał zaszyfrowaną wiadomość o godzinie "W". "Alarm - do rąk własnych Komendantom Obwodów (...). Nakazuję 'W' dnia 1.8. godzina 17. Adres m.p. Okręgu: Jasna nr 22 m. 20 czynny od godziny 'W'. Otrzymanie rozkazu natychmiast kwitować" - rozkazywał komendant warszawskiego Okręgu AK. Godzinę wybuchu powstania o 17.00 Chruściel uzasadniał tym, że w popołudniowym tłoku na ulicach żołnierzom podziemia łatwiej będzie niepostrzeżenie dotrzeć na miejsca zbiórek.
    Rozkaz gen. Komorowskiego został opublikowany z datą 1 sierpnia w "Biuletynie Informacyjnym" w drugim dniu powstania. "ŻOŁNIERZE STOLICY. Wydałem dziś upragniony przez Was rozkaz do jawnej walki z odwiecznym wrogiem Polski, najeźdźcą niemieckim. Po pięciu blisko latach nieprzerwanej i twardej walki prowadzonej w podziemiach konspiracji stajecie dziś otwarcie z bronią w ręku, by Ojczyźnie przywrócić Wolność i wymierzyć zbrodniarzom niemieckim przykładną karę za terror i zbrodnie dokonane na ziemiach Polski. Warszawa, 1.VIII-1944 r. Dowódca Armii Krajowej (-) BÓR".
    W Powstaniu Warszawskim Chruściel był dowódcą całości walczących sił. 9 września 1944 r. skierował list do dowódcy AK gen. "Bora", domagając się odwleczenia decyzji kapitulacji. Awansowany do stopnia generała brygady rozkazem Naczelnego Wodza z 14 września 1944 r. "za wybitne dowodzenie i przykład osobistego męstwa w walkach o Warszawę".
    Antoni Chruściel przed I wojną światową działał w ruchu niepodległościowym; w szeregi odrodzonego Wojska Polskiego trafił w grudniu 1918 r. W kampanii polskiej 1939 r. dowodził 82. Syberyjskim Pułkiem Strzelców. Po kapitulacji twierdzy w Modlinie został wzięty do niewoli i osadzony w niemieckim obozie jenieckim w Działdowie (Soldau); w końcu października tego roku został zwolniony.
    Od czerwca 1940 r. Chruściel działał w konspiracji. Należał do zwolenników wybuchu powstania w Warszawie, choć zarazem przestrzegał przed skutkami niedostatku broni i amunicji. W Powstaniu Warszawskim był dowódcą całości walczących sił. Po kapitulacji oddziałów powstańczych przebywał w obozach jenieckich w Niemczech, gdzie uwolniły go oddziały amerykańskie.
    Po demobilizacji oddziałów polskich w 1948 r. pozostał na emigracji w Londynie. Od 1956 r. mieszkał w Waszyngtonie; tam też zmarł w 1960 r. W 2004 r. jego prochy zostały przewiezione do Polski i pochowane na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach.

    PAP
  • @Ziut Polskę Zbaw 11:18:55
    Różyczka Goździewska, pomagająca w szpitalu przy ul. Moniuszki 11. Zmarła 29 października 1989 r. we Francji w Frejus w wieku 53 lat

    https://pbs.twimg.com/media/DGAe7jFWAAEzKn7.jpg
  • Prezydent Andrzej Duda w "doborowym" towarzystwie
    Prezydent Andrzej Duda w "doborowym" towarzystwie, czyli złodziejki i oszustki HGW oraz agenta NKWD/IW-WSW/UB/SB od 1947 r. "gen." Ścibora Rylskiego... http://lustracja.net/index.php/ciekawe-publikacje/198-zbigniew-scibor-rylski-wspolpracownik-ub-od-1947-r Gen. Ścibor-Rylski donosił na własną żonę? Przyznał się do współpracy z bezpieką, ale tłumaczy, że tak ratował kolegów. Nie bohater, a podły donosiciel? Taki obraz postaci gen. Ściobor-Rylskiego rysuje się z akt IPN, które cytuje dzisiejsza "Gazeta Polska Codziennie". Dziennik powołuje się na ustalenia, z których wynika, że bohater AK mógł donosić nie tylko na swoich kolegów, ale i własną żonę. Generał w rozmowie z "GPC" do współpracy z bezpieką się przyznaje. Twierdzi, że w ten sposób ratował kolegów.

    "Według dokumentów w 1947 r. zarejestrowany przez Wydział I WUBP Poznań jako TW »Zdzisławski«. Wykorzystywany do 1964 r., kiedy to wyprowadził się z Poznania do Warszawy. Równocześnie, przynajmniej od 1956 r., współpracował z Departamentem I i Departamentem II MSW. Według zachowanych dokumentów inwigilował swoją żonę i byłą teściową żony (...), jak również rozpracowywał Międzynarodowe Targi Poznańskie i środowiska polonijne w USA” – czytamy w książce Marka Lachowicza „Wspomnienia cichociemnego”. Takie oskarżenia wobec gen. Zbigniew Ścibor-Rylski podnosi w niej historyk IPN, Krzysztof A. Tochman. Całość pod linkiem:

    http://natemat.pl/27655,gen-scibor-rylski-donosil-na-wlasna-zone-przyznal-sie-do-wspolpracy-z-bezpieka-ale-tlumaczy-ze-tak-ratowal-kolegow

    Ps.."Ścibor-Rylski twierdzi, że należy do nielicznej grupy tych, którzy podjęli grę z bezpieką i udało im się ją wygrać." Gdzieś już to słyszałem. To słowa byłego p.Rezydenta Bolka. O ile pamięć mnie nie myli co opowiadali mi rodzice a przede wszystkim śp. Ojciec były AK-owiec z 27 WDP AK który wraz z 4 kolegami uciekł z transportu na białe niedźwiedzie, to żaden nie miał tak cacy w PRL jak pan który został nominowany do stopnia generała. A tłumaczenie przypomina wypisz wymaluj Bolka. Coś tu brzydko pachnie. Jeżeli czynił to dla dobra swoich kolegów ( współpracował z UB i SB), to, dlaczego to ukrywał. Przecież wykiwanie UB czy potem SB byłoby dumą i wyróżnieniem w życiorysie. Fakt kontynuowania współpracy już z SB, trudno byłoby wytłumaczyć, chyba że był agentem CIA, etc. Jako człowiek honoru zapewne nie zatajałby swojego udziału we współpracy z UB i potem w SB, bowiem tego typu świadczenie nieprawdy oznaczałoby popełnienie pospolitego oszustwa, godzącego w pamięć powstańców Warszawskich. Szczególnie, jest to istotne, gdy wstępował do grona osób zasłużonych, przewodzących ludziom honoru, oraz decydujących o wyróżnieniu za zasługi, a posunął się do pospolitego kłamstwa lustracyjnego. Bronienie tego typu ludzi, z powołaniem na jego zasługi bojowe, oraz wiek, przynosi broniącym hańbę i ujmę w ich zasługach, szczególnie, gdy ich życiorysy znaczą dumę narodową. Wszyscy powinniśmy walczyć o prawdę historyczną, a nie prawdę dostosowywana do potrzeb danego środowiska i kolegów, którzy ze znanych tylko sobie powodów wyrażają oburzenie, zapominając o złożonej w młodości przysiędze i honorze. Jak pan się czuje komunistyczny sowiecki generale

    https://www.youtube.com/watch?v=RYbmcXsAEaI

    kula Lis 67
  • - Nie jest przegrane powstanie, które prowadzi do wolnej Polski
    - Nie jest przegrane powstanie, które prowadzi do wolnej Polski - PAD w czasie uroczystości na pl. Krasińskich

    https://pbs.twimg.com/media/DGFOLKMWAAAVBQU.jpg
  • 13 lat temu Lech Kaczyński otworzył Muzeum Powstania Warszawskiego –
    13 lat temu Lech Kaczyński otworzył Muzeum Powstania Warszawskiego – hołd dla Powstańców za to, że podjęli walkę oraz za to, jak walczyli

    https://pbs.twimg.com/media/DGDieYdWsAA7W9O.jpg
  • 90 % barykad w Powstaniu Warszawskim wybudowali nie Powstańcy
    90 % barykad w Powstaniu Warszawskim wybudowali nie Powstańcy...tylko ludność cywilna
    .Cześć i Chwała Bohaterom

    https://pbs.twimg.com/media/DGJJe_GW0AEIVL8.jpg
  • W Powstaniu Warszawskim wzięło udział ok.4500 żoł.NSZ
    W Powstaniu Warszawskim wzięło udział ok.4500 żoł.NSZ.Poległo 1080.Na zdjęciu pluton NSZ "Sikora".

    Cześć i Chwała Bohaterom !

    https://pbs.twimg.com/media/DGIGheoW0AA6eT0.jpg
  • Liberator KG 890GR-S kpt.Zbigniewa Szostaka.
    Liberator KG 890GR-S kpt.Zbigniewa Szostaka.Cała załoga zginęła 14.VIII.44r.niosąc pomoc Warszawie.

    Cześć i Chwała Bohaterom !

    https://pbs.twimg.com/media/DGIFaJRXkAA7knt.jpg
  • Maria Helena Kaczyńska z d. Mackiewicz
    Maria Helena Kaczyńska z d. Mackiewicz
    ur. 21 sierpnia 1942 - zm. 10 kwietnia 2010
    Polska i Polacy pamiętają
    R.I.P.

    https://pbs.twimg.com/media/DHvbkE8XgAAIKyr.jpg
  • @Husky 19:53:36
    Białoruś: Odnaleziono dom rodzinny Marii Kaczyńskiej

    http://i.iplsc.com/maria-kaczynska/0006RKUSCRUW4QFV-C122-F4.jpg

    W okolicy białoruskiego miasteczka Narocz odnaleziono miejsce, gdzie stała leśniczówka, w której pierwsze miesiące życia spędziła Maria Kaczyńska z domu Mackiewicz. Dziś przypada 75. rocznica urodzin świętej pamięci małżonki prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    Leśniczówka, w której mieszkała rodzina przyszłej pierwszej damy, znajdowała się przed wojną w leśnictwie Machowo w polskiej gminie Kobylnik. Obecnie to białoruskie miasteczko Narocz. Leśniczówka od kilkudziesięciu lat nie istnieje. Miejsce po niej, w lesie na obrzeżach Naroczy, odnalazł Mateusz Adamski. Dyrektor Instytutu Polskiego w Mińsku pokazał je polskim dyplomatom i dziennikarzom.

    "To jest ta kępa na środku leśnej polany. Zostały tylko resztki fundamentów i kawałek piwnicy. Miejsce to bardzo intensywnie zarasta" - mówił Mateusz Adamski.
    Dyplomata podkreślił, że dużej pomocy w odnalezieniu domu rodzinnego Marii Kaczyńskiej udzielił białoruski przedsiębiorca i działacz społeczny Źmicier Winahradau. "Ja tu znam ludzi starszych w Kobylniku. Zacząłem z nimi rozmawiać. Oni dokładnie opowiedzieli, jak znaleźć. Trzeba było trochę pochodzić, ale znaleźliśmy" - mówił Źmicier Winahradau.


    Wczoraj w kościele świętego Andrzeja Apostoła w Naroczy, w którym Maria Kaczyńska została ochrzczona, odprawiono nabożeństwo w jej intencji.

    Ambasador Polski na Białorusi Konrad Pawlik poinformował, że polska placówka dyplomatyczna będzie zabiegać o to, aby w kościele w Naroczy upamiętnić Marię Kaczyńską przez umieszczenie tablicy pamiątkowej.


    Informacyjna Agencja Radiowa
  • @Husky 23:03:49
    21 sierpnia 1926 r. urodziła się Anna Laskowicz "Iskra", łączniczka batalionu "Kiliński". Poległa w Powstaniu, kilka dni po 18. urodzinach.

    https://pbs.twimg.com/media/DHwPkU0W0AAXUoH.jpg

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej