Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
438 postów 14408 komentarzy

Tylko prawda

Husky - Prawicowiec,katolik Zoologiczny antykomunista UB-ekom i ich potomkom wstęp wzbroniony "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" -Jan Paweł II

Bestie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

71 lat temu, 3 sierpnia 1946 r., po ciężkim śledztwie skazana została na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku niespełna 18-letnia Danuta Siedzikówna, ps. Inka, sanitariuszka 5. Wileńskiej Brygady AK. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 r.

                

 

Danuta Siedzikówna, pseudonim „Inka”, była sanitariuszką i łączniczką 5 Wileńskiej Brygady AK, która po 1945 r. wciąż działała w antykomunistycznym podziemiu. „Inka” została w 1946 r. zatrzymana przez UB i stracona. Jest symbolem niewinnej ofiary zbrodni sądowej. Jej biografia to chyba jeden z najbardziej wzruszających życiorysów jaki można odnaleźć w polskiej historii. Miała zaledwie 17 lat, gdy od komunistycznych oprawców usłyszała wyrok śmierci. Podczas przesłuchań poniżano ją, dręczono. Ale jej nie złamano. "Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba" napisała w grypsie. Pluton egzekucyjny mierzył z kilku metrów, ale żołnierze nie chcieli do niej trafić... Dopiero oficer KBW strzelił jej z bliska w głowę.
 
 
"Wyrok śmierci na sanitariuszkę był komunistyczną zbrodnią sądową, zarazem aktem zemsty i bezradności gdańskiego UB (od którego realnie zależał wyrok) wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. 'Łupaszki'. Szwadron 'Żelaznego', w którym służyła 'Inka', był szczególnie znienawidzony przez gdański WUBP z powodu licznych, udanych akcji na placówki UB, m.in. brawurowy rajd przez powiaty starogardzki i kościerski 19 maja 1946 r., podczas którego opanowano kilka posterunków milicji i placówek UB, likwidując sowieckiego doradcę PUBP w Kościerzynie, kilku funkcjonariuszy UB i ich konfidenta".
Danuta Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 r. w Guszczewinie koło Narewki, na skraju Puszczy Białowieskiej. Wychowała się w rodzinie o tradycjach patriotycznych. Ojciec Wacław Siedzik, jako student Politechniki w Petersburgu, w 1913 r. został zesłany na Sybir za uczestnictwo w polskiej organizacji niepodległościowej. Kilkadziesiąt lat później w lutym 1940 r. został aresztowany przez NKWD i zesłany do katorżniczej pracy w kopalni złota w rejonie Nowosybirska. Po podpisaniu układu Sikorski-Majski pomimo wycieńczenia przedostał się do armii tworzonej przez gen. Władysława Andersa. Zmarł w 1943 r. Pochowany został na cmentarzu polskim w Teheranie. Matka "Inki" Eugenia współpracowała z Armią Krajową. W listopadzie 1942 r. aresztowało ją Gestapo. We wrześniu 1943 r., po ciężkim śledztwie, w czasie którego była torturowana, Niemcy zamordowali ją w lesie pod Białymstokiem.


Po śmierci matki, mając zaledwie 15 lat, Danuta razem z siostrą Wiesławą złożyła w grudniu 1943 r. przysięgę i wstąpiła do AK. Następnie odbyła szkolenie sanitarne. Po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1944 r. podjęła pracę kancelistki w nadleśnictwie Hajnówka.
W czerwcu 1945 r. wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa została aresztowana przez grupę NKWD-UB za współpracę z antykomunistycznym podziemiem. Z konwoju uwolnił ją patrol wileńskiej AK Stanisława Wołoncieja, "Konusa", podkomendnego mjr. Zygmunta Szendzielarza, "Łupaszki". W oddziale "Konusa", a potem w szwadronach por. Jana Mazura, "Piasta", i por. Mariana Plucińskiego, "Mścisława", pełniła funkcję sanitariuszki. Przez krótki czas jej przełożonym był por. Leon Beynar, "Nowina", zastępca mjr. "Łupaszki", znany później jako historyk i publicysta Paweł Jasienica.
Na przełomie 1945 i 1946 r., zaopatrzona w dokumenty na nazwisko Danuta Obuchowicz, podjęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn w pow. Ostróda. Wczesną wiosną 1946 r. nawiązała kontakt z ppor. Zdzisławem Badochą, "Żelaznym", dowódcą jednego ze szwadronów "Łupaszki". Do lipca 1946 r. służyła w tym szwadronie jako łączniczka i sanitariuszka, uczestnicząc w akcjach przeciwko NKWD i UB. W czerwcu 1946 r. została wysłana do Gdańska po zaopatrzenie medyczne dla szwadronu. 20 lipca 1946 r. została aresztowana przez funkcjonariuszy UB i osadzona w więzieniu w Gdańsku.
Po ciężkim śledztwie 3 sierpnia 1946 r. skazana została na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku.

W akcie oskarżenia znalazły się zarzuty udziału w związku zbrojnym, mającym na celu obalenie siłą władzy ludowej oraz mordowania milicjantów i żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zarzucono jej m.in. nakłanianie do rozstrzelania dwóch funkcjonariuszy UB podczas akcji szwadronu "Żelaznego" w Tulicach pod Sztumem. Zdaniem dr. hab. Piotra Niwińskiego z Uniwersytetu Gdańskiego, autora życiorysu "Inki" w słowniku biograficznym "Konspiracja i opór społeczny w Polsce": "Siedzikówna była cichą, trzymającą się z tyłu dziewczyną, sanitariuszką. Jak można było oskarżyć ją o wydawanie poleceń zabijania żołnierzy? Zachowały się relacje funkcjonariuszy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) i milicjantów, których ona opatrywała po potyczkach z partyzantami AK".
W grypsie przesłanym z więzienia Siedzikówna napisała: "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". Zdanie to - według historyków - nie tylko odnosi się do przebiegu śledztwa, lecz także do odmowy podpisania przez "Inkę" prośby o ułaskawienie. Prośbę taką do prezydenta Bolesława Bieruta skierował za nią jej obrońca. Bierut nie skorzystał z prawa łaski.
Prokurator Wacław Krzyżanowski, który dla 17-letniej dziewczyny zażądał kary śmierci, był oskarżany przez Instytut Pamięci Narodowej o udział w zbrodniach komunistycznych, został jednak uniewinniony przez sąd.
Danutę Siedzikównę zabił 28 sierpnia 1946 r. o godz. 6.15 strzałem w głowę dowódca plutonu egzekucyjnego z KBW. Wcześniejsza egzekucja z udziałem żołnierzy nie udała się. Żaden nie chciał zabić "Inki", choć strzelali z odległości trzech kroków.
Według relacji obecnego w czasie egzekucji księdza Mariana Prusaka "Inka" krzyknęła przed śmiercią: "Niech żyje Polska".
Wraz z "Inką" śmierć poniósł ppor. Feliks Selmanowicz, "Zagończyk", zastępca dowódcy plutonu 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. "Łupaszki". Miejsce pochowania Danuty Siedzikówny przez kilkadziesiąt lat pozostawało nieznane.
W 2014 r. zespół IPN podczas prac na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, odnalazł i ekshumował szczątki młodej kobiety z przestrzeloną czaszką. 1 marca 2015 r., w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych, IPN ogłosił, że badania genetyczne potwierdziły, iż są to szczątki Danuty Siedzikówny, "Inki". Potwierdzono też, że szczątki pochowanego w pobliżu mężczyzny należą do Feliksa Selmanowicza.

PAP

 

 
Powiazane  wpisy :
http://antykomunista.neon24.pl/post/133472,wielki-panstwowy-pogrzeb-inki-i-zagonczyka
http://antykomunista.neon24.pl/post/133052,miala-tylko-17-lat
 
 
http://www.sp.polanow.pl/patron/kim-byla-danuta-siedzikowna-inka

 

KOMENTARZE

  • Dziś 116 rocznica urodzin prawdziwego Przywódcy Polaków
    Dziś 116 rocznica urodzin prawdziwego Przywódcy Polaków w ciemnej epoce komunizmu. Jego nauczanie - nieprzemijająco aktualne!

    https://pbs.twimg.com/media/DGUxuyFUwAAhcWu.jpg
  • 4 VIII 1953 urodził się Stanisław Pyjas, student UJ,
    4 VIII 1953 urodził się Stanisław Pyjas, student UJ, współpracownik KOR – zginął 7 V 1977 w Krakowie; pobity na zlecenie SB.

    https://pbs.twimg.com/media/DGX-9DjXcAAyhO_.jpg
  • Dla uzupełnienia, bo nie wiedzieć czemu
    artykuł danych tych nie zawiera.

    "Oskarżał wspomniany Wacław Krzyżanowski. Sądowi przewodniczył major Adam Gajewski, przedwojenny prawnik (absolwent KUL). Po ochotniczym wstąpieniu do LWP w 1944 r. został sędzią wojskowym, skazującym w procesach politycznych. Później został radcą prawnym Dyrekcji Budowy Osiedli Robotniczych w Gdańsku. Zmarł w 1972 r., został pochowany na Cmentarzu Oliwskim.

    W składzie sędziowskim towarzyszyli mu kpr. Wacław Machola i kpt. Kazimierz Nizio-Narski. Ten drugi w czasie wojny był oficerem niemieckiej Kriminalpolizei (Kripo), członkiem Polskojęzycznej Grupy Gestapo powołanej przez Alberta Forstera do germanizacji Pomorza. Później został skazany za zatajenie tego faktu na osiem lat więzienia.

    Wszyscy ci "sędziowie" mieli pełną świadomość bezprawności swoich działań"

    "Ponieważ 10 ściągniętych na egzekucję i uzbrojonych w pepesze żołnierzy KBW nie trafiło "Inki" i "Zagończyka" z odległości trzech kroków (strzelali w powietrze), dobił ich strzałem z pistoletu w głowę dowódca plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszek Sawicki z gdańskiego KBW. Relacje mówią, że był to człowiek z tzw. awansu społecznego, wcześniej służył w NKWD. W chwili oddania strzału miał krzyknąć: "Nie chciała gadzina zdechnąć trzeba ją dobić"."

    Podsumujmy jeszcze raz:

    1. Wacław Krzyżanowski - prokurator, nie skazany przez sąd "wolnej Polski,
    2. Adam Gajewski - sędzia, absolwent KUL,
    3. Wacław Machola - w składzie sądu,
    4. kpt. Kazimierz Nizio-Narskikpt - w składzie sądu, pracował dla Gestapo i dla niemieckiej policji w czasie II WŚ,

    5. ppor. Franciszek Sawicki z gdańskiego KBW, wcześniej służył w NKWD - dobijał skazańców.
  • @AlexSailor 15:38:04
    Dramat "Inki" rozpoczął się 13 lipca 1946 r., kiedy "Leszek" wysłał ją do Gdańska po medykamenty dla szwadronu i aby nawiązała kontakt z "Żelaznym" - nie wiedziano jeszcze, że miesiąc wcześniej został zabity podczas ubeckiej obławy. Nie wiedziano również, że jedna z łączniczek - Regina Żylińska-Mordas, ps. "Regina" - po aresztowaniu przez UB wydała szereg punktów kontaktowych V Brygady Wileńskiej. Jednym z nich był lokal przy ul. Wróblewskiego 7 we Wrzeszczu, do którego "Inka" przybyła 19 lipca. Było to mieszkanie sióstr Mikołajewskich z Wilna. Helena i Jagoda, niewiele starsze od Siedzikówny, działały w konspiracji, więc dziewczęta urządziły sobie koncert pieśni patriotycznych, który trwał do późnej nocy. Nie przypuszczały, że mieszkanie jest "spalone" i pod oknami czają się ubecy. "Inkę" aresztowali nad ranem 20 lipca i przewieźli do więzienia przy ul. Kurkowej w Gdańsku.

    Walka z "bandytyzmem"

    Brutalne śledztwo przeciwko Danucie Siedzikównie prowadzili funkcjonariusze gdańskiego WUBP. Najważniejszy był Jan Wołkow, który nie tylko osobiście znęcał się nad aresztowanymi, ale decydował o tym, kogo zamordować. Przed wojną skończył podstawówkę, pracował w Warszawie jako parkieciarz. Kilkuletni wyrok więzienia odsiadywał za antypolską działalność komunistyczną. Po wrześniu 1939 r. w kom-partii na Wołyniu. W 1944 r. został zrzucony do Polski jako sowiecki wywiadowca. Do pracy w Gdańsku ściągnął Wołkowa kierujący WUBP Grzegorz Korczyński, do którego oddziału Armii Ludowej wcześniej należał. Wołkow zajmował się walką z "bandytyzmem", czyli polskim podziemiem niepodległościowym. Prócz tropienia 5 Brygady Wileńskiej zasłynął dowodzeniem, w październiku 1951 r., 800-osobową obławą UB i KBW, w której zabito innego słynnego Żołnierza Niezłomnego - Edwarda Taraszkiewicza. W końcu Wołkowa zwolniono z bezpieki, bo nie opanował czytania i pisania. Zmarł nie niepokojony przez Temidę III RP w styczniu 1999 r. w
    Warszawie. Został pochowany na Cmentarzu Komunalnym Północnym.

    Jego ofiara - "Inka" była w śledztwie bita i poniżana. Strażniczka z Gdańska o imieniu Sabina, znana z ludzkiego traktowania więźniarek, opowiadała, że rozbierano ją do naga, że do jej celi wpuszczano żony ubeków, którzy zginęli w akcjach przeciwko oddziałom "Łupaszki". Aresztowana wkrótce po Siedzikównie, jedna z sióstr Mikołajewskich - Helena, zobaczyła ją tydzień po aresztowaniu. "Inka" wyglądając przez zakratowane okno, położyła palec na ustach - dała znak, że nic nie powiedziała. Pytana o cel przyjazdu do Gdańska, powtarzała, że była umówiona na wizytę u dentysty. Ubecy nie zmusili jej nawet, aby wskazała miejsce swojego spotkania ze szwadronem - wiedzieli tylko (od "Reginy"), że ma to nastąpić na jednej ze stacji kolejowych w Borach Tucholskich. Dlatego obstawili kilka z nich, a na właściwej - Lipowa - zostali rozbici przez żołnierzy "Łupaszki".

    Uciec do Szwecji

    Drugiego sierpnia 1946 r. Józef Bik, naczelnik Wydziału Śledczego gdańskiego WUBP, wystosował pismo do prokuratury wojskowej: "Przesyłam akta sprawy przeciwko Siedzikównie Danucie, ps. Inka, w celu przekazania do Wojskowego Sądu Rejonowego w trybie postępowania doraźnego. Proszę o uzgodnienie terminu rozprawy na dzień 3.08.1946". Sześć dni po egzekucji "Inki" (zapewne w nagrodę) Bik awansował do centrali MBP w Warszawie.

    Józefa Bika, drugiego po Wołkowie mordercę z gdańskiego WUBP, nawet jego resortowi koledzy uważali za wyjątkową kanalię. W 1968 r. - po zmianie nazwiska na Bukar, a potem Gawerski - uciekł do Szwecji, gdzie przedstawiał się jako ofiara polskiego antysemityzmu. W 2003 r. przysłał do IPN list, w którym prosił o wydanie zaświadczenia, że w latach 1945-1953 pracował w bezpiece. Było mu potrzebne, aby starać się o wyższą emeryturę. Kiedy sąd odmówił mu, odwołał się do drugiej instancji i wygrał. Po tym cudownym odnalezieniu, IPN wytoczył Bikowi proces, który jednak, z powodów proceduralnych, nigdy się nie rozpoczął. Akt oskarżenia brzmiał: "Bił ich, znęcał się i zmuszał w ten sposób do składania zeznań".

    Nie mniej okrutny wobec "Inki" był Andrzej Stawicki (w gdańskim UB prowadził też inne śledztwa, zakończone wyrokami śmierci; więźniowie oceniali go na 25-26 lat). To jego podpis widnieje na akcie oskarżenia. Mimo intensywnych poszukiwań prowadzonych m.in. przez gdański IPN, nie udało się ustalić, kim był ten człowiek. W polskich archiwach nie ma po nim śladu. Prawdopodobnie zmienił nazwisko, po czym zniszczył dokumentację i wyjechał za granicę. Może, jako obywatel sowiecki, wrócił do kraju powszechnej szczęśliwości. Może wybrał inny kierunek - Izrael lub Szwecję, jak Józef Bik?

    "Sędziowie"

    Proces "Inki", mimo iż trwał trzy godziny, był jedynie formalnością. Oskarżał wspomniany Wacław Krzyżanowski. Sądowi przewodniczył major Adam Gajewski, przedwojenny prawnik (absolwent KUL). Po ochotniczym wstąpieniu do LWP w 1944 r. został sędzią wojskowym, skazującym w procesach politycznych. Później został radcą prawnym Dyrekcji Budowy Osiedli Robotniczych w Gdańsku. Zmarł w 1972 r., został pochowany na Cmentarzu Oliwskim.

    W składzie sędziowskim towarzyszyli mu kpr. Wacław Machola i kpt. Kazimierz Nizio-Narski. Ten drugi w czasie wojny był oficerem niemieckiej Kriminalpolizei (Kripo), członkiem Polskojęzycznej Grupy Gestapo powołanej przez Alberta Forstera do germanizacji Pomorza. Później został skazany za zatajenie tego faktu na osiem lat więzienia.

    Wszyscy ci "sędziowie" mieli pełną świadomość bezprawności swoich działań: niepełnoletnią dziewczynę skazali bez dowodów. Na wykonanie wyroku "Inka" czekała zamknięta w izolatce. Wysłaną przez obrońcę prośbę o łaskę do Bieruta "sąd" zaopiniował negatywnie. Nie miała ona i tak żadnego znaczenia - wyrok na Siedzikównie wykonano, nim do Gdańska dotarła odmowna odpowiedź Bieruta.

    Niech żyje Polska!

    Danuta Siedzikówna - sanitariuszka "Inka" została rozstrzelana rankiem 28 sierpnia 1946 r., wraz ze skazanym na śmierć dowódcą pododdziału V Brygady Wileńskiej - por. Feliksem Selmanowiczem "Zagończykiem" w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej. Przed egzekucją "Inkę" wyspowiadał ks. Marian Prusak, uczestnik powstania warszawskiego, ściągnięty przez UB-eków z kościoła garnizonowego w Rumi, gdzie był wikarym: "Była bardzo spokojna. Wyspowiadała się i prosiła, by pójść do mieszkania we Wrzeszczu i powiedzieć, że ją rozstrzelano. Do siostry, która była w domu dziecka w Sopocie, wysłała już pocztówkę z informacją, że dostała wyrok śmierci. [...] W końcu zaprowadzono mnie do sali egzekucyjnej. [...] Tam była cała gromada UB, jacyś żołnierze, lekarz, prokurator. Chyba z trzydzieści osób. Było ciemno. Oszołomiła mnie ta sytuacja. W końcu wprowadzili skazańców. Prawdopodobnie mieli skute albo związane ręce. Ubecy zachowywali się grubiańsko. Nie chciałbym przytaczać tu wyzwisk, które sypały się na dziewczynę i tego
    pana [o tym, że był to "Zagończyk", ks. Prusak dowiedział się dopiero po latach]. Ustawiono ich pod słupkami przy ścianie. Przed rozstrzelaniem dałem im krzyż do pocałowania. Chciano im zawiązać oczy, nie pozwolili. Prokurator siedział za małym stolikiem okrytym czerwonym suknem. Odczytał wyrok i powiedział, że nie było ułaskawienia. Potem padła komenda "po zdrajcach narodu polskiego ognia". W tym momencie oni krzyknęli: "Niech żyje Polska", tak jakby się umówili. Padła salwa i oboje osunęli się na ziemię. Żołnierze strzelali z trzech, może czterech metrów".

    Ponieważ 10 ściągniętych na egzekucję i uzbrojonych w pepesze żołnierzy KBW nie trafiło "Inki" i "Zagończyka" z odległości trzech kroków (strzelali w powietrze), dobił ich strzałem z pistoletu w głowę dowódca plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszek Sawicki z gdańskiego KBW. Relacje mówią, że był to człowiek z tzw. awansu społecznego, wcześniej służył w NKWD. W chwili oddania strzału miał krzyknąć: "Nie chciała gadzina zdechnąć trzeba ją dobić". Ksiądz Prusak spełnił ostatnie życzenie "Inki" - przekazał wiadomość pod wskazany adres. W 1949 r. został skazany na sześć lat więzienia, odsiedział trzy i pół roku.
  • Wojciech Jaruzelski bandyta i zbrodniarz
    Wojciech Jaruzelski bandyta i zbrodniarz

    Sławomir Cenckiewicz ujawnia kolejne dokumenty. Mówi o "zbrodniarzu" i "bandycie"
    - To akt zdrady wobec Polski! - podkreślił Sławomir Cenckiewicz. Historyk nie może pogodzić się z tym, że były prezydent Wojciech Jaruzelski miał państwowy pogrzeb. Nazywa go "bandytą" i "zbrodniarzem". Na poparcie swoich słów ma dokument.
    Dotarł do raportów Jaruzelskiego dot. tropienia żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych oraz Wolności i Niezależności" z 1946 i 1947 r.

    https://wiadomosci.wp.pl/slawomir-cenckiewicz-ujawnia-kolejne-dokumenty-mowi-o-zbrodniarzu-i-bandycie-6151835363858561a
  • 5.VIII.55r.UB morduje Legendarnego żołnierza KWP
    5.VIII.55r.UB morduje Legendarnego żołnierza KWP ziemi bełchatowskiej Ludwika Danielaka ps."Szatan".
    Wieczna Chwała Bohaterom !!

    https://pbs.twimg.com/media/DGcg9fbXkAApznK.jpg
  • Państwowy pogrzeb tego bandyty Jaruzelskiego będzie na zawsze okrywał hańbą
    Państwowy pogrzeb tego bandyty Jaruzelskiego będzie na zawsze okrywał hańbą byłego Prezydenta RP i szefa MON! To akt zdrady wobec Polski!



    https://pbs.twimg.com/media/DGYqK1FXkAAXzrq.jpg

    Cenckiewicz
  • Dostała wyrok za polecenie zamordowania jeńców.
    Są dowody że wydała takie polecenie podczas nieobecności dowódcy oddziału.
    Jako kochance dowódcy znanego ze skłonności do mordowania nieposłusznych nikt nie odważył się przeciwstawić.
    Jeńców zamordowano.
    Łatwo zgadnąć co by się stało z tym co by nie wykonali polecenia Inki.
    Na to są niepodważalne dowody.

    Inka mogła jednak uratować życie za cenę współpracy z władzą.
    Nie chciała. Wyrok wykonano.

    Czyli była niepodważalna zbrodnia, był wyrok adekwatny do zbrodni, były otwarte drzwi do ratowania życia...zbrodniarki
    i była decyzja zbrodniarki...że woli zginąć.

    I tak to było na prawdę.
    Straszne są te komuchy...
    No jak można wykonać wyrok na mordercy ...to nie humanitarne.
    (niehumanitarne gdy to "nasz morderca" )
  • @AlexSailor 15:38:04
    A jak wytłumaczyć że w tych "procesach politycznych" skazywano na odsiadkę setki uczestników leśnych band którzy nie mordowali osobiście jeńców, cywilów itp.. a następnie w licznych amnestiach wypuszczano ich na wolność ? Potem mieli kłopoty ze znalezieniem pracy... co jest zrozumiałe ...a ty być zatrudnił bandytę po wyroku który z bronią w ręku strzelał do ludzi ? Nikt nie chciał mieć takiego bandziora u siebie... bo w razie jakiegoś konfliktu .. wiadomo co bandzior zrobi ?
    To nie polityka komuchów to zwykły ludzki strach przed bandytami.

    Kary śmierci dostawali wyłącznie ci którzy wydawali rozkazy mordowania ludzi oraz ci którzy osobiści mordowali bezbronnych ludzi (jeńcy, cywile...skrytobójstwa itp) .

    Nie stosowano odpowiedzialności zbiorowej (jak dzisiaj PIS) i amnestionowano kogo się dało...bo się zaplątał do bandy, bo głupi ale uczciwy...
    Likwidowano wyłącznie tych którzy po wojnie mieli ludzką krew na rękach.

    Ta prawda dzisiaj się nie przebija.. przytłoczona morzem kłamstw.
  • @Oscar 12:20:45
    Kiedy 1 marca w ramach Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” odbywały się uroczystości, kiedy zewsząd słychać było chwalbę „leśnych”, kiedy prezydent RP znów wręczał „największym patriotom, niezłomnym bohaterom” medale i ordery, jakoś nikt nie mówił, że warto wspomnieć ich ofiary i uczcić je choćby minutą ciszy. W latach 1944-1948, nieważne, czy nazwiemy ten czas wojną domową czy inaczej, „wyklęci” zabili ponad 5 tys. cywilów, w tym 187 dzieci do lat 14. Ale o tym się nie mówi, bo dla prawicy byli to komunistyczni pachołkowie i donosiciele do UB.
    Bezkrytyczne gloryfikowanie tzw. żołnierzy wyklętych, bez uwzględnienia całego kontekstu historycznego i ówczesnych realiów, jest niczym innym jak powieleniem a rebours haseł i tekstów propagandystów z okresu stalinowskiego. Dziś „wyklęci” w świetle oficjalnej polityki historycznej uprawianej przez aparat IPN-owski, prawicowych publicystów i polityków jawią się jako bezbronne anioły ginące z rąk komunistycznych oprawców. Tymczasem na „wyklętych” trzeba patrzeć jak na zbiorowość, ale i jak na indywidualności, bo wtedy dopiero można widzieć ich prawdziwe oblicze. To prawda, że wielu, bardzo wielu stało się ofiarami ubeckich i NKWD-owskich represji i tortur, jednak trzeba też pamiętać, że „wyklęci” sami stawali się nieraz zbrodniarzami, nie mniej okrutnymi niż ci, którzy katowali ich kolegów. Nikt nie powinien tego kwestionować, żyją bowiem jeszcze świadkowie tamtych wydarzeń, a w archiwach są dokumenty, chociaż ostatnio dziwnym trafem często znikają.
    Po 1946 r. ofiarami „leśnych” coraz częściej stawali się ci, którzy bali się ich i od nich stronili. Co więcej, „leśni” zaczęli stosować odpowiedzialność zbiorową i mordować członków rodzin walczących z nimi ludzi.
    To, że z ręki polskiego podziemia - już po wojnie! - padło ponad 2,5 razy więcej Polaków, niż Niemców w czasie okupacji - musi zastanawiać.
  • @SZS 16:52:43
    Tak,żyją jeszcze świadkowie tamtych lat ale w obecnej Polsce boją się mówić.. Zapomniano że polski żołnierz zdobywał Berlin w 1945 roku,zapomniano że walczył z UPA,a potem "wyklęci" strzelali im w plecy... teraz bandyci są bohaterami.. "Narody,które tracą pamięć-giną" święte słowa...
  • @Olka P. 19:13:49
    "Narody,które tracą pamięć-giną" święte słowa...


    https://pbs.twimg.com/media/DGfOcWOXsAAl1cK.jpg

    Pamiętamy

    https://pbs.twimg.com/media/DGfcdDsW0AAv1pm.jpg

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLSKA

    Rocznica stanu wojennego

    Tragiczna rocznica, o której nie wolno zapomnieć. 36 lat temu wprowadzono w Polsce stan wojenny.W niedzielę 13 grudnia 1981 r. o godz. 6 rano Polskie Radio nadało wystąpienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego czytaj więcej

  • POLSKA

    Rząd Morawieckiego to zmiana...... bez zmiany

    Premier była super, więc ją wymienili. Ministrowie (niektórzy) nie dawali rady, więc zostali w komplecie. Taki jest bilans po pierwszym odcinku rekonstrukcji. czytaj więcej

  • ŚWIAT

    Nazad

    Prezydent Rosji pojawił się z niezapowiedzianą wizytą w bazie lotniczej Khmeimim w syryjskiej prowincji Latakia. Ogłosił tam decyzję o wycofaniu wojsk rosyjskich z baz w Syrii i ich powrót do kraju. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY

więcej