Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
668 postów 21888 komentarzy

Tylko prawda

Husky - Prawicowiec,katolik Zoologiczny antykomunista UB-ekom i ich potomkom wstęp wzbroniony "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" -Jan Paweł II

Elektrownia Atomowa imienia Ministra Grada.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Rewolucyjne rozwiązanie!! Nobel z ekonomii murowany... Pięć lat zatrudniali partyjnego kolegę za 55 tys. na miesiąc. Wydali w sumie 182 mln na budowę elektrowni atomowej w.......... ?

 

             

 

 

Elektrownia atomowa wybudowana przez PO+PSL w rekordowym czasie pięciu lat. Koszt to jedyne 182 miliony złotych. Co jest genialne technologicznie - elektrownia nie potrzebuje stałej lokalizacji, łatwo ja przenieść w dowolne miejsce.

 

                   
 
Elektrownia ta otrzymała nową wdzięczną nazwę ;ch*j,d*pa i kamieni kupa"....
 
Pierwotnie zakładano, że pierwsza elektrownia atomowa zacznie dostarczać prąd do sieci już w 2019 .
Kto z PO pokaże nam na mapie Polski gdzie ta elektrownia jest?
Złodziejskie elity Platformy nieźle się więc bawiły za publiczne pieniądze przy przygotowaniach do realizacji tej inwestycji, której i tak nigdy nie zamierzali zrealizować.
 

 ps.

Elektrownia atomową jest nam potrzebna jak dziura w moście,jeszcze niedawno Polska była eksporterem energii elektrycznej.Taka elektrownia jest potrzebna zachodowi aby zgodnie z konwencjami mogli oficjalnie składować odpady.   Powiedzmy to wyraźnie, nazwa "czysta energią z reaktora" to zwykły eufemizm!
Z reaktora jest "brudna" woda i "brudne" na setki lat odpady radioaktywne.

Czy naprawdę w tym kraju nie ma innej alternatywy jak tylko elektrownia atomowa? Nikt nie wie co na dłuższą skalę może przynieść taka elektrownia...

KOMENTARZE

  • @Husky co ty na to?
    Sukces! Ma M.Morawiecki rację, reforma nie została naruszona, tylko anulowana...Premier obszaru położonego nad Wisłą zsynchronizował się z Komisją Europejską. Gra Szczurołap na flecie, a szczury podążają za nim w objęcia manifestu z Wentotene! M.Morawiecki pogrążył kompletnie ustawę o sądownictwie! Poddaliśmy się UE ze wszystkim tak jak wymusiła na nas Makrela podczas wizyty! Sądy będą działały jak dotychczas a prezes J.Kaczyński wyszedł na totalnego głupka! Ale ściema! Pan premier wierzy w to co mówi o inicjatywie grupy posłów? Naprawdę takie kawałki to niech wciska tym naiwnym. Ale żenada...Wiadomo, że pomysł zrodził się tam, gdzie zwykle. Hahaha. Szkoda słów, noc długich noży Hitlera to był strzał w dziesiątkę. Prof. Legutko tłumaczył, że ingerencja PE/KE w sądownictwo krajowe jest poza traktatowe, to dlaczego premier chce się dogadywać ? Po co ? ściemniacz z tego premiera razem z PiS i PAD idą na 20%! Zmiany w ustawach to uznanie prawa UE, którego podobno nie ma w traktacie akcesyjnym. Beck: "Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor." a tego jak teraz widzimy zabrakło M.Morawieckiemu i nie tylko jemu.


    ["Zależało mi, żeby najważniejsze elementy reformy zostały nienaruszone, a jednocześnie, żeby druga strona mogła powiedzieć - z Polską można się dogadać."]
    To są panie premierze bajki na użytek tych co bardziej naiwnych, których szczęściem jest coraz mniej. Ewentualne zrównanie dla kobiet i mężczyzn na poziomie 65 lat wieku przechodzenia przez sędziów w stan spoczynku, jest pierwszym krokiem do podważenia w przyszłości przez Brukselę tego co uczynił rząd pani premier Szydło, a mianowicie przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego na poziomie 60 lat dla kobiet i 65 la mężczyzn. Prawda jest taka panie premierze bajkopisarzu, że z prawnego w tym konstytucyjnego punktu widzenia, argumenty jakich w tej kwestii mogłaby użyć w takim wypadku Bruksela będą nie do podważenia i powie to panu każdy student prawa po pierwszym roku studiów, a wasza reakcja w takim wypadku jest na podstawie dotychczasowych doświadczeń do przewidzenia czyli kolejne doprecyzowanie. W tej chwili trwonicie państwo cały polityczny dorobek poprzedniego rządu, bo to tamten rząd pod przewodnictwem pani premier Szydło wziął na siebie największy ciężar ( przede wszystkim polityczny ) reform, a pan panie premierze Morawiecki był tylko jednym z maleńkich trybików w tej maszynie. Potem niestety cysorz z Nowogrodzkiej postanowił z przyczyn dla mnie kompletnie niezrozumiałych roztrwonić cały dotychczasowy dorobek, bo do tego to w finale prowadzi i tak się właśnie kończą rządy księgowych, ludzi bez wyrazistej politycznej wizji i charyzmy. To już nie jest rząd PiS. Rząd PiS był tylko przez 2 lata, a prawdziwym mężczyzną i patriotą okazała się Beata Szydło. KE była na przegranej pozycji, a wyście jej pozwolili wyjść z tego konfliktu zwycięsko, my Polacy zaś jako przegrani "winowajcy". Wynoś się pan z Polski do Tel Awiwu, Berlina, Moskwy, czy Brukseli!, Unia rządzi i Izrael jak z tego widać. "Neokolonialny system władzy obejmuje 2 zjawiska: brak suwerenności narodowej i przejęcie władzy przez ośrodki zagraniczne". Za oba zjawiska jest w tej chwili odpowiedzialna partia rządząca czyli PiS. Zachowują się jak POpaprańcy, za głupków nas mają. Z czego mam się cieszyć, że żyję w kraju którego suwerenność narusza jak nie Bruksela to Tel Awiw. Niech zgadnę, następny sukces to będzie sprowadzenie 50tys. emigrantów zamiast 100 tys.? Z takimi zdrajcami u steru koniec Polski bliski. Uczcie się Polacy już jidish jak dzieci M.Morawieckiego które chodziły do renomowanej żydowskiej szkoły, co żadną tajemnicą nie jet, jak i to, że naczelny rabin chwalił za to M.Morawieckiego. Także Szewach Weiss broni też premiera Morawieckiego, bo "jego dzieci uczyły się w szkole Laudera". Zespół Szkół Lauder-Morasha w Warszawie to pierwszy żydowski zespół szkół w Polsce, powstały po 1989 r. W jego skład wchodzą szkoła podstawowa, gimnazjum, a także przedszkole. Szkoły Lauder-Morasha posiadają status szkoły prywatnej na prawach szkoły publicznej. Prócz przedmiotów typowych dla szkół publicznych naucza się tu tradycji i historii żydowskiej, języka hebrajskiego, uczniowie obchodzą żydowskie święta, ale na zasadzie dowolnego udziału. O wiele większym "sukcesem" M.Morawieckiego byłoby ogłoszenie, że od jutra tereny nazywane Polską przyjmują nazwę POLIN. A tak w ogóle to po co jest ten fasadowy rząd? Ktoś wie? Czy nie lepiej i prościej byłoby teraz oddać władzę Knesetowi, a demokratyczną kontrolę sprawowałaby w imieniu Niemiec Komisja Europejska? PiS właśnie stracił mój i mojej rodziny głos. Pozostają nam tylko narodowcy.
  • Niemcy chcą zablokować polską elektrownie atomową.
    Okazuje się, że jej powstanie może uderzyć w zyski niemieckich firm produkujących komponenty do OZE

    https://pbs.twimg.com/media/DY3sD1WWsAAcikE.jpg

    https://t.co/mzNo5Gh86n
  • Były minister Nowak przypomina o zmianie czasu dziś w nocy...
    https://pbs.twimg.com/media/DZCWctPX4AAzr-u.jpg
  • Żeby dać taki tytuł (topnieje przewaga) do takiego wyniku (46,8%)
    trzeba chyba przejść antypolskie szkolenie w niemieckich placówkach reedukacyjnych.

    https://pbs.twimg.com/media/DZFKVpmWAAA3sCW.jpg
  • @Husky 08:58:41
    Niemcy chcą zablokować polską elektrownie atomową. Jej powstanie może uderzyć w zyski niemieckich firm! Budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej jest bardzo nie na rękę naszym zachodnim sąsiadom. Okazuje się bowiem, że rozwój energetyki jądrowej w naszej części Europy zagraża przede wszystkim niemieckim firmom zajmującym się produkcją i eksportem komponentów OZE. Zauważono to nawet w podpisanej kilka dni temu umowie koalicyjnej między głównymi partiami politycznymi Niemiec. Politycy zza Odry stwierdzili w niej jasno, że energetyka atomowa jest zagrożeniem dla możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych. Choć na dobrą sprawę nie wiadomo nawet gdzie dokładnie miałaby powstać pierwsza polska elektrownia atomowa, to wzbudza ona gigantyczne emocje u naszych zachodnich sąsiadów. Mało kto zdaje sobie sprawę, że już w 2011 roku posiadający wówczas na swoim terytorium aż 9 czynnych siłowni jądrowych Niemcy wysłali do Komisji Europejskiej w sprawie planowanej pierwszej polskiej elektrowni atomowej specjalny list protestacyjny. W tym czasie do rządu Tuska trafiło również - uwaga - aż 20 tys. indywidualnych zastrzeżeń dotyczących polskiego programu jądrowego. Jakby tego było mało - pod petycją przeciwko budowie polskiego atomu zebrano łącznie 50 tys. podpisów niemieckich obywateli. Po tej "interwencji" temat polskiego atomu na kilka lat ucichł. Co prawda działała sobie w najlepsze specjalna spółka, w której posadę znalazł minister Grad, jednak efektów tej działalności nie było widać. Sprawa budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej powróciła na dobrą sprawę w ubiegłym roku. Rząd PiS co prawda nieustannie przesuwał termin podjęcia decyzji, czy wchodzimy w tę inwestycję, czy nie, jednak wszystko wskazuje na to, że ostateczna decyzja będzie ogłoszona w ciągu najbliższych trzech miesięcy. I nagle uaktywnili się nasi zachodni sąsiedzi. Okazało się, że zawarta kilka dni temu przez główne niemieckie partie polityczne umowa koalicyjna zawiera fragmenty uderzające w rozwój polskiej energetyki nuklearnej. W umowie tej czytamy m.in.: "W UE będziemy domagać się, aby cele Traktatu Euratomu dotyczące wykorzystania energii jądrowej były dostosowane do wyzwań przyszłości. Nie chcemy żadnego wsparcia z funduszy unijnych na nowe elektrownie jądrowe. Chcemy konsekwentnie wdrożyć zakończenie udziału funduszy państwowych w elektrowniach jądrowych za granicą (...) Osadzenie Energiewende [tj. niemieckiego modelu produkcji energii opartego w głównej mierze na OZE - red.] w kontekście europejskim otwiera szansę na zmniejszenie kosztów i wykorzystanie efektu synergii. Chcemy dodatkowych możliwości rozwoju i wzrostu zatrudnienia w Niemczech oraz możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych". Co to oznacza w praktyce? Ano to, że Niemcy każdym możliwym sposobem będą próbowali odwieść rząd PiS od decyzji w/s budowy elektrowni atomowej w Polsce. Ewentualne wejście Polski w taką inwestycję będzie bowiem oznaczało dla niemieckich firmy utratę setek milionów, jeśli nie miliardów euro z tytułu zamówień na komponenty OZE. Stąd zupełnie jawna chęć niemieckiej ingerencji "za granicą" wszędzie tam, gdzie pojawi się zamysł budowy nowej elektrowni atomowej. Na pierwszej linii ostrzału jest oczywiście Polska.



    Źródło: Lipka: Niemcy chcą zablokować atom w Polsce. To kolonializm energetyczny (BiznesAlert.pl)
    Źródło: News Energetyka24: Niemiecka umowa koalicyjna uderza w polską siłownię jądrową (Energetyka24.com)
    Źródło: Niemcy protestują przeciw atomowi w Polsce (PolskieRadio.pl)
  • @Husky 21:36:55
    Prywatyzacja Techmy i KrakChemii: Sąd potwierdził, że były nieprawidłowości, a mimo to uwolnił Lewandowskiego od zarzutów! Mało kto już pamięta, że w 1997 roku przeciwko Januszowi Lewandowskiemu sformułowano akt oskarżenia w/s działania na szkodę interesu publicznego, przekroczenia uprawnień i niedopełnienie obowiązków przy prywatyzacji spółek Techma i KrakChemia. Początkowo proces odwlekano z uwagi na immunitet Lewandowskiego. Gdy po wielu latach (2009 r.) można było ogłosić prawomocne orzeczenie, to okazało się, że część zarzutów uległa przedawnieniu. W pozostałym zakresie sędzia stwierdził, że co prawda "doszło do zaniedbań i nieprawidłowości, ale nie doszło do złamania prawa" (sic!).

    Przypomnijmy - w 1991 roku Janusz Lewandowski, który pełnił wówczas urząd ministra ds. przekształceń własnościowych, zdecydował o prywatyzacji dwóch krakowskich spółek: Krakchemii i Techmy. Problem w tym, że jednym z kupujących miał być kolega ministra z jego macierzystej partii (Kongresu Liberalno-Demokratycznego). Po drugie, w toku postępowania prywatyzacyjnego odrzucono lepszą (droższą) ofertę. Po trzecie, wątpliwości wzbudzała dokumentacja prywatyzacji (jeden z ważnych dokumentów był antydatowany). Po czwarte, kupujący przejmował cały zysk prywatyzowanych firm (faktycznie zostały one sprywatyzowane za swoje własne pieniądze).

    Efekt był taki, że Skarb Państwa na prywatyzacji obu spółek miał stracić kwotę blisko 2,4 mln zł. W styczniu 1997 roku prokuratura zarzuciła Lewandowskiemu, że jako minister przekształceń własnościowych działał na szkodę interesu publicznego i prywatnego, przekraczając uprawnienia i nie dopełniając obowiązków. Chodziło m.in. o pomijanie korzystniejszych ofert, poświadczenie nieprawdy w antydatowanym dokumencie i wyrażenie zgody na sprzedaż akcji pomimo upływu terminu, przyjęcie zaniżonej stopy kredytu refinansowego, nienaliczanie odsetek karnych i doprowadzenie do stworzenia mechanizmu samofinansowania zakupu spółki poprzez przejęcie przez nabywców dywidendy i spłacanie należności w ratach.

    Akt oskarżenia w tej sprawie pierwotnie skierowano do sądu w Warszawie. Tam jednak sprawa przeleżała trzy lata, po czym odesłano ją do Krakowa (formalnie z uwagi na przeciążenie warszawskiego sądu). We wrześniu 2000 r. Sąd Okręgowy w Krakowie prawomocnie umorzył postępowanie przeciwko Lewandowskiemu (ponieważ chronił go wówczas immunitet poselski).

    Prokuratura powtórnie wniosła akt oskarżenia w marcu 2002 roku, a sam proces ruszył w kwietniu 2003 r. Dwa lata później Janusz Lewandowski został uniewinniony od stawianych mu zarzutów. W styczniu 2006 roku Sąd Okręgowy uchylił wyrok uniewinniający byłego ministra i sprawa musiała zacząć się od początku. Już wówczas część zarzutów wobec byłego ministra przekształceń własnościowych uległa przedawnieniu. Ponowny proces rozpoczął się w maju 2006 roku. Lewandowski tłumaczył wówczas, że prywatyzacje krakowskich spółek były "częścią szerokiego planu prywatyzacji przedsiębiorstw z udziałem polskich przedsiębiorców, którzy nie dysponowali odpowiednim kapitałem do udziału w prywatyzacji" i powinny być one oceniane "na tle uwarunkowań tamtego okresu i jako fragment świadomego planu gospodarczego".

    W czerwcu 2008 roku sąd ponownie dał wiarę zeznaniom Lewandowskiego i powtórnie go uniewinnił. Od wyroku odwołała się prokuratura. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego, gdzie finalnie zakończyła się w marcu 2009 roku nie uwzględnieniem apelacji prokuratora i utrzymaniem w mocy wyroku sądu pierwszej instancji. Kuriozalne było uzasadnienie wygłoszone przez sędziego Sądu Okręgowego wydającego orzeczenie: "Oskarżony i inne osoby uczestniczące w prywatyzacji przyznali, że nie mieli doświadczenia, a wiedza ekspertów z zachodu nie przystawała do polskiej rzeczywistości. Podjęli ryzyko. Oczywiste jest, że mogło dojść i doszło do zaniedbań i nieprawidłowości, ale zdaniem sądu nie doszło do złamania prawa".

    W ten oto sposób za skandaliczną, z punktu widzenia współczesnych standardów państwa prawa, prywatyzację Techmy i KrakChemii, gdzie wg śledczych Skarb Państwa miał ponieść stratę w wysokości blisko 2,4 mln zł, zupełnie nikt nie poniósł odpowiedzialności.



    Źródło: Janusz Lewandowski uniewinniony (Wprost.pl)
    Źródło: Prywatyzator idzie na komisarza (RadioMaryja.pl)
  • @Husky 21:36:55
    Fabrykę papieru w Kostrzynie sprywatyzowali za 80 zł. W następnych latach dała ona zarobić setki milionów złotych! Zakłady Papiernicze w Kostrzynie nad Odrą na początku lat 90-tych zatrudniały kilkaset osób. Obok zakładów celulozowo - papierniczych w Kwidzynie były one największym tego typu przedsiębiorstwem w Polsce. Decyzja o ich prywatyzacji zapadła w 1993 roku. Za sam konsulting zagranicznych firm doradczych przy prywatyzacji kostrzyńskich zakładów ministerstwo przekształceń własnościowych musiało zapłacić blisko 80 tys. dolarów, by finalnie sprzedać je nowemu właścicielowi za - uwaga - równowartość 80 zł! Aby była jasność - nie mam nic przeciwko inwestorom, którzy wykorzystując okazje postanowili wyłożyć określone środki finansowe, by przejąć dany biznes i zarabiać na nim pieniądze. Pretensje (i to uzasadnione) można mieć za to do neoliberalnych polityków, którzy uznali, że jedną szansą dla polskiej gospodarki jest jej wyprzedaż poniżej rzeczywistej wartości odpowiadającej potencjałowi i mocom wytwórczym. W roku 1990 Zakłady Papiernicze w Kostrzynie nad Odrą przekształcono w spółkę akcyjną. W tym samym roku przyjęto w Polsce ustawę o prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, która formalnie otworzyła drogę do sprzedaży przedsiębiorstw należących do Skarbu Państwa w ręce zagranicznego kapitału. Inwestorzy z zagranicy bardzo często domagali się, aby przy procesie prywatyzacji pracowały firmy doradcze, które byłyby w stanie przeprowadzić niezależne audyty dotyczące stanu danego przedsiębiorstwa. Problem w tym, że w pierwszych latach po 1989 roku w Polsce takie firmy nie istniały, więc trzeba je było wynajmować zagranicą. Nie inaczej było w przypadku w przypadku Zakładów Papierniczych w Kostrzynie nad Odrą. Z informacji dostępnych w sieci wynika, że firma Dames and Moore z Los Angeles oraz Hambros Bank z Londynu za procesy doradcze przy prywatyzacji ww. przedsiębiorstwa zainkasowały 79 tys. dolarów. Dziś to raczej niewielka kwota, ale należy pamiętać, że na początku lat 90-tych wartość dolara była zupełnie inna (na marginesie - z wyliczeń ekonomisty dr Ryszarda Ślązaka wynika, że np. w 1994 r. łączne wynagrodzenie dla firm doradzających przy prywatyzacji sięgnęło prawie 7 proc. całkowitych wpływów z prywatyzacji). 7 października 1993 roku minister przekształceń własnościowych (a był nim wówczas Janusz Lewandowski) sprzedał 80 proc. akcji Kostrzyńskich Zakładów Papierniczych szwedzkiemu koncernowi papierniczemu Trebruk AB. Szwedzi za przejęcie pełnej kontroli nad zakładem zapłacili symboliczną sumę 800 tys. starych złotych (tj. równowartość dzisiejszych 80 zł). W zamian zobowiązali się do spłaty wszystkich długów, jakie zakłady w Kostrzynie wygenerowały po 1989 roku oraz zainwestowania w firmę 55 mln dolarów. Na efekty przekształcenia własnościowego nie trzeba było długo czekać. - "W ciągu 12 lat udało nam się zwiększyć wydajność produkcji ze 130 tys. do 270 tys. ton rocznie, i to na tych samych maszynach" - mówił w 2010 roku ówczesny prezes spółki Arctic Paper (następca Trebruk AB) Michał Jarczyński. Rok 2009 spółka zakończyła z przychodami w wysokości 1,8 mld zł i zyskiem netto w wysokości 132,4 mln złotych. Większa część tych wyników była zasługą kostrzyńskiego zakładu przejętego za wspomniane 80 zł. W kontekście procesów prywatyzacyjnych, jakie miały miejsce w latach 90-tych ubiegłego stulecia myślę, że warto zapoznać się z wpisem dokonanym kilka dni temu na portalu Wykop.pl przez użytkownika o nicku grafikulus. Opisuje on szczegółowo co trzeba było zrobić, aby "na legalu" wyprzedać państwowe przedsiębiorstwo poniżej jego realnej wartości. Link do wpisu znajduje się tutaj.



    Źródło: Szwedzka scheda (Forbes.pl)
    Źródło: Historia prywatyzacji polskiego przemysłu (Bibula.com)
    Źródło: Wpis na temat prywatyzacji polskich przedsiębiorstw państwowych (Wykop.pl)
  • @Husky 21:36:55
    Ponad 100 tys. zł nagród, 96 tys. zł odprawy emerytalnej i 80 tys. zł ekwiwalentu dla Borusewicza. Można było? Jak widać, można! Ostatnio głośno było o różnego rodzaju nagrodach i finansowych benefitach dla rządzących. Myślę, że w tym kontekście warto przypomnieć o sytuacji z końca 2015 roku. Wówczas to Bogdan Borusewicz, jako marszałek Senatu, wypłacił sobie odprawę emerytalną (96 tys. zł), a za niewykorzystany urlop wziął dodatkowe 80 tys. zł. Wcześniej lubił sobie również wypłacać spore nagrody (łącznie ponad 100 tys. zł). Aby była jasność - nie wzbudzało to większego zainteresowania w mediach, a już na pewno nikt za to nie "grillował" Borusewicza przez kilka dni z rzędu. Bogdan Borusewicz, który przez tabloidy zwany był również "panem samolocikiem" (od 2007 do 2013 roku latał samolotem na trasie dom-praca ponad 700 razy. Podatników kosztowało to łącznie 381 tys. zł), pod koniec 2015 roku zaliczył dość spory zastrzyk gotówki. Wówczas to zdecydował, że przejdzie na emeryturę. Termin ten mógł być wybrany nieprzypadkowo. Otóż przechodząc na emeryturę przysługiwała mu odprawa emerytalna równa 6-krotności ostatniej pensji (zarabiał ok. 16 tys. zł). W jego wypadku dało to kwotę bliską 100 tys. zł. Gdyby jednak Borusewicz zdecydował się przejść na emeryturę o kilka miesięcy później, to odprawa emerytalna liczona od pensji wicemarszałka Senatu (którym został po wyborach z jesieni 2015 roku) byłaby już niższa. Borusewicz lubił także wypłacać sobie nagrody. W 2010 r. otrzymał dwa tego typu finansowe benefity w wysokości 150 proc. miesięcznego wynagrodzenia oraz jedną w wysokości 100 proc. Razem dało to wówczas ok. 60 tys. zł. Z kolei w 2012 roku wypłacił sobie nagrodę w wysokości 350 proc. swojego miesięcznego wynagrodzenia, co miało się przełożyć na ponad 50 tys. zł. Aby była jasność - wówczas nie wzbudzało to większego zainteresowania w mediach. Owszem - były wzmianki w tabloidach i prawicowej prasie. Ale, np. TVP czy TVN nie organizowały z tego powodu "grillowania" Borusewicza przez kilka dni z rzędu.



    Źródło: Wysokie premie. Borusewicz przyznał sobie nagrodę (PolskieRadio.pl)
    Źródło: Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz ZAROBIŁ WIĘCEJ niż prezydent Polski! (SE.pl)
    Źródło: Ogromna kasa dla Bogdana Borusewicza (Niezalezna.pl)
  • @Husky 21:36:55
    Za PO-PSL z Funduszu Rezerwy Demograficznej ciągle znikały pieniądze. Wystarczyło aby odeszli, a Fundusz zaczął przynosić zyski. Fundusz Rezerwy Demograficznej miał być podporą i gwarantem całego systemu emerytalnego w Polsce. Wszystko szło zgodnie z planem do czasu przejęcia władzy przez ekipę PO-PSL. Z uwagi na "trudną sytuację budżetową" rząd Tuska zaczął bowiem podbierać zgromadzone tam pieniądze. W latach 2010 - 2014 zasoby Funduszu skurczyły się o 16,9 mld zł! Wystarczyło jednak odsunięcie ludzi Tuska od władzy, a saldo Funduszu zaczęło się poprawiać. Nie dość, że w latach 2015-2017 nikt nie podbierał stamtąd kasy, to jeszcze w ubiegłym roku Fundusz zdołał nieźle zarobić. Fundusz Rezerwy Demograficznej według pierwotnych założeń miał być swego rodzaju mechanizmem bezpieczeństwa dla całego systemu emerytalnego w Polsce. Nasze państwo miało na nim gromadzić środki na kompensację tzw. "powojennego wyżu demograficznego". Innymi słowy - pieniądze zgromadzone na tym Funduszu miały być wykorzystane dopiero wówczas, gdy liczba osób pobierających świadczenia emerytalne przekroczy liczbę osób czynnie pracujących. Niestety, po dojściu do władzy ekipy PO-PSL założenia Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD) - który miał uchronić nasz kraj przed skutkami demograficzno-emerytalnych zmian w przyszłości - pozostały tylko założeniami. Rząd Donalda Tuska zaczął bowiem wykorzystywać pieniądze zgromadzone w Funduszu na bieżące potrzeby budżetowe. Po raz pierwszy miało to miejsce w 2010 roku, kiedy rząd zmniejszył zasoby Funduszu o kwotę 7,5 mld zł. W 2011 roku zrobił to samo - wówczas to uszczuplił Fundusz o 4 mld zł. W 2012 roku z Funduszu zniknęło blisko 2,9 mld zł, a w 2014 - 2,5 mld zł. Łącznie latach 2010 - 2014 zasoby Funduszu skurczyły się aż o 16,9 mld zł! Efekt był taki, że na koniec 2014 roku całkowite saldo FRD wynosiło 14,7 mld zł (zamiast co najmniej 31,6 mld zł). Wystarczyło jednak przegonić ekipę PO-PSL od władzy, a saldo FRD nagle zaczęło rosnąć. Po pierwsze - począwszy od 2015 roku nikt nie podbierał stamtąd kasy na bieżące wydatki budżetowe. Po drugie - w ubiegłym roku Fundusz zdołał całkiem przyzwoicie zarobić. Z samej działalności inwestycyjnej FRD uzyskał ponad 1,3 mld zł - z czego blisko połowę zapewniły posiadane akcje spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. To, że zmiany są "in plus", najlepiej można poznać patrząc na to, jak zmieniało się saldo FRD. Jeszcze na koniec 2016 roku wynosiło ono 18,5 mld zł. W ciągu kolejnego roku (2017) podskoczyło już do poziomu 24,6 mld zł. Prognoza na 2018 rok wskazuje, że w dniu 31 grudnia saldo FRD osiągnie poziom ok. 27,2 mld zł.



    Źródło: Fundusz Rezerwy Demograficznej (Zus.pl)
    Źródło: Państwowy FRD zarobił na giełdzie (GazetaPrawna.pl)
    Źródło: Rząd znowu grabi Fundusz Rezerwy Demograficznej. Rachunek jak zwykle zapłacą obywatele (wPolityce.pl)
  • @Husky 21:36:55
    Za czasów PO Paweł Adamowicz miał siedem mieszkań. W najnowszym oświadczeniu majątkowym wykazuje już tylko dwa! Kilka dni temu Paweł Adamowicz ogłosił, że zamierza ubiegać się o kolejną kadencję prezydenta Gdańska. Warto przypomnieć, że w latach 2006 - 2011 teściowie i dziadkowie Adamowicza przekazali mu oraz jego małoletnim córkom gotówkowe darowizny w wysokości 739 tys. złotych. - "Darowizny od pradziadków w gotówce odbierała moja żona. Potem przekazywała mi te pieniądze, a ja zazwyczaj wpłacałem je w banku" - tłumaczył się w ubiegłym roku. Zapewne dzięki tym darowiznom Adamowicz mógł kupować mieszkania. W szczytowym momencie miał ich 7. Obecnie ma ich już tylko 2.



    - "Drogie gdańszczanki i gdańszczanie, w trudnych czasach, a w takich żyjemy, trzeba mówić wprost. Mówię więc jasno - zdecydowałem się kandydować na prezydenta Gdańska" - oświadczył kilka dni temu na swoim Facebooku Paweł Adamowicz.

    Akurat w przypadku Adamowicza powiedzenie, że żyje w "trudnych czasach" może być interpretowane jako zgodne z rzeczywistością. Przypomnijmy, że ten założyciel regionalnych struktur Platformy Obywatelskiej na Pomorzu od 2015 roku ma kłopoty z prokuratorem, który zarzuca mu nieujawnienie w obowiązkowych oświadczeniach majątkowych informacji o dwóch dodatkowych mieszkaniach i zaniżanie sumy posiadanych środków pieniężnych: najmniej o kwotę 52 tys. zł w 2010 r., a najwięcej o 321 tys. zł w kwietniu 2012. Warto przypomnieć, że w latach 2006 - 2011 teściowie i dziadkowie Adamowicza przekazali mu oraz jego małoletnim córkom gotówkowe darowizny w łącznej wysokości 739 tys. złotych. - "Darowizny od pradziadków w gotówce odbierała moja żona. Potem przekazywała mi te pieniądze, a ja zazwyczaj wpłacałem je w banku" - tłumaczył się Adamowicz przez sądem podczas rozprawy jaka miała miejsce w październiku ubiegłego roku.

    "Trudne czasy" dla Adamowicza to nie tylko sprawy prokuratorskie. Jeszcze w 2011 roku prezydent Gdańska był właścicielem siedmiu mieszkań o łącznej powierzchni 425 m2. W ciągu kolejnych kilku lat liczba mieszkań, których Adamowicz jest właścicielem spadała do dwóch. O to, co się stało z mieszkaniami zapytał wczoraj prezydenta Adamowicza redaktor Robert Mazurek - prowadzący poranną rozmowę w Radiu RMF FM.

    – "Co się stało z pańskimi mieszkaniami? Miał pan siedem, przyznawał się do pięciu, teraz ma pan dwa. Co się z nimi stało?" – pytał Pawła Adamowicza redaktor Mazurek.
    – "Mam tyle, ile mam" – oświadczył prezydent Gdańska. – "One są. Przekazałem rodzinie".

    Dla zainteresowanych: aktualne oświadczenie majątkowe Pawła Adamowicza za 2017 rok wygląda właśnie tak: LINK.



    Źródło: Prezydent Gdańska i jego żona z zarzutami (Wyborcza.pl)
    Źródło: Gdzie się podziało 5 mieszkań prezydenta Gdańska? (Wyborcza.pl)
    Źródło: Paweł Adamowicz: Nie boję się, że będę kandydował z aresztu (Rmf24.pl)
  • @Husky 21:36:55
    W 2006 r. powołano komisję śledczą d/s prywatyzacji banków. W kilka dni po przesłuchaniu pierwszych świadków TK stwierdził, że jest niekonstytucyjna! Ta historia pokazuje jak sądownictwo, polityka, wielki biznes i jego interesy były ze sobą splątane. W marcu 2006 r. Sejm powołał komisję śledczą, która miała wyjaśnić okoliczności dzikiej prywatyzacji sektora bankowego w Polsce. Jednym z pierwszych świadków wezwanych przed komisję był Wojciech Kostrzewa - ówczesny prezes ITI. Komisji tej nie było jednak dane długo popracować - TK szybko uznał bowiem, że jest... niekonstytucyjna. Sędzią, który podejmował decyzję był Mirosław Wyrzykowski - wcześniej członek Rady Dyrektorów ITI.
    Przypomnijmy - sejmowa komisja śledcza do zbadania rozstrzygnięć dotyczących przekształceń kapitałowych i własnościowych w sektorze bankowym oraz działań organów nadzoru bankowego po 4 czerwca 1989 roku została powołana w marcu 2006 r. Celem tej komisji miało być w istocie wyjaśnienie jak doszło do skandalicznej prywatyzacji polskiego sektora bankowego z lat 90-tych i początku dwutysięcznych. Jak to się stało, że za stosunkowo niewielkie pieniądze stał się on niemal w większości kontrolowany przez podmioty z zagranicy? W pierwszej kolejności jednak posłowie chcieli się zająć sprawą założonej przez Leszka Balcerowicza fundacji CASE i ewentualnego konfliktu interesów, w jaki miałby on popaść jako przewodniczący komisji nadzorującej banki, które finansowały założoną przez niego fundację. W pierwszej połowie września 2006 r. posłowie w komisji przesłuchali władze CASE, tj.: prezes Ewę Balcerowicz, wiceprezesa Artura Radziwiłła oraz wiceprezes Rady Fundacji CASE - Barbarę Błaszczyk. Czwartym w kolejności świadkiem był Wojciech Kostrzewa, ówczesny prezes Grupy ITI i były prezes BRE Banku, z którym CASE była związana różnorakimi inicjatywami (Kostrzewa w latach 1989-1991 był doradcą ministra finansów, którym był... Leszek Balcerowicz). Nagle wielkie larum wzniosły media i politycy związani z okrągłym stołem, że oto cała ta komisja jest bez sensu, bo miałaby wyjaśniać "normalne procesy" związane z transformacją gospodarczą. Posłowie Platformy Obywatelskiej złożyli nawet do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie czy uchwała Sejmu powołująca komisję śledczą ds. prywatyzacji polskich banków jest zgodna z Konstytucją. Trybunał zajął się sprawą bezzwłocznie. W dniu 21 września 2006 r., a więc w kilka dni po przesłuchaniu pierwszych świadków, sędziowie TK stwierdzili, że z siedmiu punktów określających kompetencje komisji śledczej, aż cztery miały być w całości niezgodne z Konstytucją, a trzy częściowo niezgodne! W takich okolicznościach dalsze funkcjonowanie tej komisji nie miało racji bytu. Zbadanie i opisanie procesów prywatyzacyjnych polskiego sektora bankowego okazało się być niemożliwe. Co ciekawe - sędzią sprawozdawcą TK w tej sprawie był Mirosław Wyrzykowski. W latach 1994–2001 wchodził on w skład Rady Dyrektorów ITI Holdings. W 2005 roku, już podczas pełnienia funkcji sędziego Trybunału Konstytucyjnego, stał się posiadaczem akcji serii B spółki ITI Holdings o wartości około 600 tys. złotych. Niedługo potem przyszło mu orzekać, że komisja ds. prywatyzacji banków, wobec której zeznawał ówczesny szef ITI, jest sprzeczna z konstytucją. To niesamowite, jak wszystko czasem może się ze sobą spleść.



    Źródło: Sejmowa komisja śledcza przesłucha Wojciecha Kostrzewę
    Źródło: Stanislas Balcerac (Twitter.com)
    Źródło: Sędzia Trybunału Konstytucyjnego i akcje ITI - etyczny konflikt? (Bankier.pl)
    Źródło: Specbankier Kostrzewa (monsieurb.neon24.pl)
  • @Husky 21:36:55
    Złapali ją na przekręcie o wartości 30 mln zł. Sprawę umorzono, gdyż oskarżona przeprosiła i obiecała, że już nigdy tego nie powtórzy (!!) Ustalenia Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego w zakresie działalności tzw. mafii lekowej są szokujące. W uderzający w polskich pacjentów nielegalny wywóz leków poza granice naszego kraju zamieszani byli nie tylko nieuczciwi farmaceuci, ale również przedstawiciele organów ścigania! Okazuje się na 95 wszczętych postępowań w zakresie wywozu leków aż 3/4 kończyła się umorzeniem lub warunkowym zawieszeniem. Szczególnie kuriozalne były uzasadnienia - sprawę o wartości 30 mln zł śledczy umorzyli, gdyż oskarżona... przeprosiła i obiecała poprawę (sic!). Główny Inspektorat Farmaceutyczny nie ma wątpliwości - mafia lekowa to zorganizowana, wielopoziomowa grupa przestępcza zajmująca się nielegalnym obrotem lekami na szkodę zwykłych Polaków korzystających z aptek. Proceder ten polega na wywozie poza granicę naszego kraju leków, które powinny być sprzedawane w Polsce. W efekcie w polskich aptekach bardzo często brakuje medykamentów, które lądują na półkach aptek w Niemczech, Francji czy Holandii. Nieuczciwym farmaceutom ten biznes najzwyczajniej w świcie się kalkuluje - za wywiezione poza granice Polski leki otrzymują bowiem znacznie większe pieniądze, niż mieli by je sprzedawać w naszym kraju. Takim praktykom sprzyjała także dotychczasowa postawa organów. Jak informuje "Dziennik Gazeta Prawna" - departament ds. przestępczości gospodarczej w Prokuraturze Krajowej analizuje poszczególne postępowania dot. mafii lekowej prowadzone do tej pory przez prokuratury w różnych częściach Polski. Okazuje się, że na 95 wszczętych w ciągu ostatnich 3 lat postępowań w zakresie nielegalnego wywozu leków poza granice naszego kraju, aż 3/4 kończyła się umorzeniem lub warunkowym zawieszeniem. Najbardziej restrykcyjną karą za udział w mafii lekowej było jak do tej pory osiem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Najbardziej kuriozalne były jednak uzasadnienia dla wydawanych przez prokuratorów postanowień. Sprawę osoby, która wywiozła leki o wartości 30 mln zł umorzono, bowiem przeprosiła ona prokuratora i obiecała, że już nigdy więcej nie będzie wywoziła leków poza granice Polski (!). W innym przypadku (wywóz leków o wartości 45 mln zł) prokurator umorzył postępowanie ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu...



    Źródło: GIF: W nielegalny wywóz leków zamieszani są farmaceuci, lekarze i prokuratorzy (Forsal.pl)
    Źródło: Prokuratura Krajowa bada śledztwa dotyczące nielegalnego wywozu leków (RynekZdrowia.pl)
  • @Husky 21:36:55
    Patrzmy WYŁĄCZNIE na POLSKIE interesy bo na tym polega poważna polityka. Henry John Temple, 3. wicehrabia Palmerston: "Nie mamy ani wiecznych sojuszników, ani nieustannych wrogów; wieczne i nieustanne są nasze interesy, za którymi mamy obowiązek podążać".
  • @Husky
    Dla przedsiębiorców kary do 84 mln zł. Dla urzędników zaledwie do 100 tys. zł! Rząd szykuje rażącą niesprawiedliwość w/s RODO. Komitet Stały Rady Ministrów postanowił zalegalizować rażącą niesprawiedliwość. W związku z koniecznością wdrożenia unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (w skrócie: RODO) rząd w pośpiechu pracuje nad nową wersją ustawy o ochronie danych. Pierwotnie kary za naruszenie tej ustawy miały być równe dla wszystkich. Urzędy, jak i przedsiębiorcy mogli być ukarani sankcjami finansowymi do 20 mln euro (ok. 84 mln zł). Teraz rząd postanowił zrobić wyłom i ograniczył odpowiedzialność organów administracji publicznej do kwoty... 100 tys. zł. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady dotyczące ochrony danych osobowych (RODO) zacznie obowiązywać już 25 maja. Mając na uwadze powyższe prace rządu nad nowelizacją ustawy o ochronie danych osobowych, która ma uwzględniać postanowienia RODO, wchodzą w końcową fazę. W ich efekcie Komitet Stały Rady Ministrów przyjął właśnie rekomendowaną przez Ministerstwo Cyfryzacji propozycję, aby maksymalną wysokość kar za naruszenie przepisów o RODO dla jednostek administracji publicznej obniżyć do 100 tys. zł. Problem w tym, że dla całej reszty podmiotów zobligowanych do przestrzegania postanowień ustawy (w tym przede wszystkim przedsiębiorców) maksymalna wysokość kar za naruszenie przepisów o RODO nie została obniżona i nadal będzie wynosić 20 mln euro (czyli równowartość ok. 84 mln zł). Jeśli ta rażąca niesprawiedliwość przejdzie dalej w procesie legislacyjnym, a finalnie zostanie zatwierdzona przez prezydenta, to będziemy mieli pewność, że Polska to nadal kraj "równych i równiejszych". Wszak zalegalizowana zostanie sytuacja, w której to samo przewinienie (wyciek danych osobowych) w przypadku np. urzędu wojewódzkiego czy starostwa powiatowego będzie mogło być przez organ nadzorczy ukarane zupełnie inną finansową sankcją, aniżeli w przypadku prywatnego przedsiębiorcy.
    Pomijam tu zupełnie kwestię, o której wspomina PortalSamorzadowy.pl - wdrożenie zmian związanych z unijnym RODO będzie kosztowało nasz kraj grube miliardy złotych. Dodatkowo trzeba będzie utworzyć co najmniej kilka tysięcy nowych urzędniczych etatów. Pytaniem retorycznym jest to, kto za to wszystko zapłaci...



    Źródło: RODO kosztować będzie urzędy miliardy złotych. Potrzebne dziesiątki tysięcy specjalistów (PortalSamorzadowy.pl)
  • @Husky
    Dług rośnie w rekordowym tempie, a rząd przepycha opłatę emisyjną. Tymczasem w Sejmie znowu aborcja i czarny piątek na ulicach. Wystarczyło, że projekt ustawy o aborcji pojawił się na agendzie jednej z sejmowych komisji, a już sprowokowało to środowiska feministyczne do organizacji nowego ogólnopolskiego strajku kobiet (tzw. czarny piątek) i skanalizowało uwagę sporej części mediów i społeczeństwa. Niemal w tym samym czasie wypłynęły fatalne dane na temat zadłużenia Polski (znowu rośnie ono w rekordowym tempie), a rząd zaczął przepychać kolanem nowy podatek (opłata emisyjna). Czy mamy do czynienia z próbą odwrócenia uwagi, czy może z nieskoordynowaną wojną na wielu frontach?

    Zgodnie z opublikowanymi właśnie przez Ministerstwo Finansów wstępnymi szacunkami, zadłużenie Skarbu Państwa na koniec lutego 2018 r. wyniosło ok. 952,0 mld zł, co oznaczało wzrost o 17,3 mld zł (+1,9 proc.) licząc miesiąc do miesiąca i o 23,5 mld zł (+2,5 proc.) licząc końca 2017 r. Zakładając, że takie tempo przyrostu zadłużenia utrzymałoby się do końca roku, to pobity by został dotychczasowy całoroczny rekord przyrostu długu z 2016 roku (94,1 mld zł).

    To jednak nie koniec złych informacji. Rząd przyjął właśnie projekt ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych. Przemycono w nim zapis o wprowadzeniu tak zwanej opłaty emisyjnej. Ma ona wynieść 8 groszy plus VAT za litr paliwa. Czyli razem 10 groszy. W efekcie powyższego kierowcy w ciągu roku zapłacą więcej o 1,7 mld zł.

    Niemal w tym samym czasie na agendę sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka trafił projekt ustawy niemal całkowicie zakazujący przerywania ciąży. Projekt ten znowu rozgrzał do czerwoności środowiska feministyczne, które w najbliższy piątek postanowiły zorganizować kolejny "ogólnopolski strajk kobiet".

    Efekt "czarnego piątku" oraz wszystkich dyskusji jakie się wokół tego wydarzenia odbędą, będzie taki, że temat aborcji znowu skanalizuje uwagę mediów oraz sporej części społeczeństwa. Zaryzykuje stwierdzenie, że temat nowego podatku (opłaty emisyjnej) czy wzrostu zadłużenia w rekordowym tempie nie będzie tematem "numer 1". Emocje skupią się na czymś zupełnie innym.

    W kontekście powyższego warto również zauważyć, że każda odpowiedź na pytanie z czym mamy obecnie do czynienia (czy z próbą odwrócenia uwagi, czy też może z nieskoordynowaną wojną na wielu frontach) jest negatywna dla rządzącego obozu "dobrej zmiany". Zarówno przypadkowa koincydencja faktów, jak i celowo ukuta intryga z aborcją (która miałaby przykryć inne tematy) musi się skończyć źle dla PiS, który prawdopodobnie utracił zdolność narzucania własnych narracji, a musi skupić się na gaszeniu bieżących pożarów.



    Źródło: Zadłużenie Skarbu Państwa (Mf.gov.pl)
    Źródło: Aborcja. Sejmowa komisja za projektem ograniczającym prawo do przerywania ciąży (Wyborcza.pl)
    Źródło: Nowy podatek paliwowy coraz bliżej. Cena może wzrosnąć (RMF24pl)
  • @Husky 21:36:55
    Polska nie prowadzi żadnej polityki zagranicznej, poza polityką wobec Niemiec. Słowami można się bawić, słowami można zwodzić, ale na końcu zawsze są czyny. Podsumowując dwa lata zagranicznej polityki PiS można powiedzieć, że nie ma żadnej polityki, nie ma żadnych czynów, co najwyżej są gesty i jeden jedyny sukces w polityce z Niemcami. Obojętnie, w którą stronę spojrzymy nigdzie nie zobaczymy konkretów. PiS opowiedziało Polakom piękną bajkę o suwerenności, a potem w gabinetach przeszli do prozy życia, oddając kolejne skrawki polskiej suwerenności i nie uzyskując w zamian nic. Chciałbym być gołosłowny, ale wystarczy przywołać najbardziej podstawowe fakty, żeby pozbyć się złudzeń. Na Wschodzie bez zmian, Ruscy chcą spawać rurę, to sobie będą spawać i jeśli ktoś im stanie na przeszkodzie, to na pewno nie Polska. Argumentu TVN i GW, który przypomina, że TU-154M nr 102 nadal leży w ruskiej wiacie, przytaczał nie będę, bo to demagogia, ale paradoksalnie jest to trafna symbolika polskich relacji z Rosją. Po prostu nie prowadzimy żadnej polityki, ani presji, ani kontaktów, siedzimy nad Wisłą i udajemy, że Putina nie ma. Dalej można wspomnieć o Litwie, gdzie nie zostały załatwione podstawowe oczekiwania Polaków, reszta krajów nadbałtyckich jest poza naszym obszarem zainteresowania. O Ukrainie wolałbym nie wspominać, bo o ile Rosja jest mocarstwem i ugrać tam cokolwiek jest bardzo trudno, o tyle Ukraina jest bezpaństwowym ugorem, gdzie większe interesy robi czeczeńska mafia niż polski rząd. Fakt, że jesteśmy rozgrywani przez bankruta historycznie i ekonomicznie, to prawdziwy dramat. Przyjmujemy milion albo i lepiej ukraińskich robotników, w drugą stronę nie ma praktycznie żadnej wymiany handlowej, a przy tym Ukraina wygrywa bitwę o pamięć historyczną i nawet nie chodzi o odradzającą się wielomilionową armię banderowców, co jest fobią naszych „narodowców”, ale o tak podstawowe rzeczy jak prawda o Wołyniu, czy szacunek dla miejsc pamięci – patrz „Cmentarz Orląt Lwowskich”. Pozostaje Białoruś, gdzie nikt, poza Karczewskim nie wie, co się dzieje, przypomnę, że na Białorusi Karczewski był pod wrażeniem uroku Łukaszenki i tyle bilateralnych kontaktów. Na południu cisza, no może poza tym, że Czesi prowadzą skuteczną wojnę z polskimi eksporterami żywności. Słowacja pomimo wcześniejszego poparcia dla polskiego sprzeciwu wobec napływu islamskich emigrantów, w kluczowych dla Polski sprawach głosowała na wynik 27:1. Na zachodzie ostatni i jeden z dwóch wielkich sąsiadów, czyli Niemcy. Tutaj występuje chlubny wyjątek potwierdzający regułę i cała tajemnica polega na konsekwencji. Poprzez silną presję udało się Polsce na Niemcach wymusić kilka istotnych ustępstw i deklaracji. Wydaje się, że Merkel odpuściła wciskanie emigrantów, na pewno i ona i minister niemieckiego MSZ dosadnie i jednoznacznie wzięli odpowiedzialność za niemieckie zbrodnie z okresu II Wojny Światowej i podkreślili, że Polska była ofiarą. Kwestia rury, jak wspominałem wcześniej, to potęga niemiecko-radziecka i cudów nie należy oczekiwać. O dziwo w przypadku Niemiec Polska nie wycofała się ani z polityki historycznej, ani polityki ekonomicznej i reparacja niemieckie nadal są tematem leżącym na stole. Sukces! Poza granicami Polski mamy trzech ważnych graczy: USA, UE i Izrael. Wydarzenia ostatnich dni nie pozostawiają już żadnych złudzeń, jesteśmy całkowicie zależni od tych trzech podmiotów i wszystkim oddajemy pole, pozbawiając się suwerenności. Nie ma żadnej metafory, czy demagogii w stwierdzeniu, że USA, UE i Izrael stanowią w Polsce prawo, kształtują politykę historyczną i zagraniczną, to są fakty, w dodatku potwierdzone przez rządzących. Ast powiedział wprost, że nowelizacja ustaw sądowniczych, to spełnienie oczekiwań KE. Cichocki z MSZ powiedział wprost, że ustawa o IPN i INNE ustawy są uzgadniane z Izraelem. Szczerski, Magierowski i kilku innych powiedziało wprost, że ustalają z USA i diasporą żydowską, jakie zapisy prawne w Polsce mogą obowiązywać. Polska poza polityką wobec Niemiec, o ile nie liczyć wpływów Niemiec w Brukseli, nie prowadzi żadnej polityki zagranicznej i tylko ciężki frajer może uważać, że ustępstwami ugasiliśmy pożary. Nie, ustępstwami pokazaliśmy, że można nas łatwo złamać i będą dalsze oczekiwania wobec Polski, polityczne oraz finansowe. W konsekwencji można cytować Brauna, z lekką korektą, jesteśmy amerykańsko-brukselskim kondominium pod żydowskim zarządem powierniczym. Koniec bajki PiS o suwerennej Polsce i nie wiem, czy da się i można inaczej, po prostu i jak zwykle opisuję rzeczywistość. Niestety, takie są fakty. Po raz kolejny Polacy zostali zrobieni w bambuko. Ale już po raz ostatni. PiS zostanie z tej "polityki" zagranicznej rozliczony. I to nie przez PO/PSL/SLD czy nowoczerską. Przez Polaków. PiS pracuje już nad tym aby wspólnie z PO i pogrobowcami UB mimo podkreślanej publicznie nienawiści zaorać na polskiej scenie politycznej wszystko co nie jest elementem układu z Magdalenki.Media i służby już pracują...nawet własne Olgino już sobie wykołowali. Pamiętam jak ludzie śmiali się z Brauna czy Michalkiewicza...ciekawe czy przynajmniej części otworzyły się oczy...? Narodowców już nie da się zaorać. PiS bardzo się do tego przyczynił. Mimo braku pieniędzy na propagandę narodowcy rosną w siłę, śmiem twierdzić, że nawet do 20 % lub więcej o ile Polacy zaczną umierać za żydowską Ukrainę lub w Syrii. A koniczynka, lewactwo, nowoczerska i Kukiz'15 nie wejdą do już sejmu. Z obecnej rzeczywistości jasno wynika, że PiS robi politykę zagraniczną dokładnie taką samą jaką robiła to PO i PSL z tą uwagą, że ci przez 8 lat nie kryli się ze swoją polityką uległości, a PiS od 2 lat udaje patriotów...ciekawi mnie kiedy PiS nas poinformuje o bilateralnych ustaleniach jakiej wysokości raty i na ile lat żydzi rozłożyli nam spłatę... 300 000 000 000 $? Moim zdaniem nie będą niczego rozkładać na raty. Po prostu zabiorą polskie spółki giełdowe. Najpierw doprowadzając je na skraj bankructwa. Doprowadzone do bankructwa spółki nie będą miały prawie żadnej wartości, wiec dla "braci i przyjaciół" Polski liczyć się będzie tylko złoto lub pieniądz...wychodzi ok 10 000 $/osobę + odsetki...zapłata takiej sumy przez jakiś czas gwarantuje nam, że w dalszym ciągu żydzi pozostaną naszymi "braćmi i przyjaciółmi" i będą ubogacać nasz kraj klezmerską muzyką i kulturą... że będą kontynuowane wycieczki kulturalnej młodzieży żydowskiej do Auschwitz... pozwolą nam przepraszać ich za holocaust/holokit i Jedwabne, budować im muzea, pomniki, dotować cmentarze... a nawet czytać książki Jana Tomasza Grossa, itd... itd...no i najważniejsze w dalszym ciągu będziemy mogli żydów prosić o zgodę na zmiany w polskich ustawach i konsultować jakie zapisy prawne w Polsce mogą obowiązywać...To chyba działa jakoś w taki sposób... Najpierw nie ma żadnych autentycznych elit, a są tylko ewidentnie wrogie całemu społeczeństwu ("narodowi" w wersji odświętnej) zdradzieckie pseudo-elity (co nie zmienia faktu, że niektórzy tych Młynarskich tu wklejają, albo podpalają się serialowymi aktorami)... Potem ktoś stwarza jakaś tam namiastkę i, da Bóg, zaczyn autentycznej elity i broni jej monopolu ze wszystkich sił, przy sporym początkowo poparciu nieszczęsnego społeczeństwa ("narodu")... Wszelkie próby stworzenia lepszej i bardziej autentycznej elity są zwalczane, jako "dzielenie patriotów i ściąganie na Polskę", przy ogromnym oczywiście poparciu tych sił, które się w tenkraju naprawdę liczą, czyli zagranicznych... Na wszelki wypadek tym sprawującym funkcję elit elitom wybija się sporą część personelu w jakiejś "katastrofie" (potem następuje nieznany w historii świata wybuch wulkanu na Islandii itd.), żeby były bardziej uległe, znały swoje miejsce i po prostu były słabsze.

    Mamy więc b. słabe intelektualnie, pozbawione w sumie kręgosłupa, horyzontów, spłacające kredyty i piszące na wierszówkę istoty robiące w tenkraju za "patriotyczną elitę", plus różne stworzone i manipulowane (o ile nie po prostu kierowane) przez wrogie tenkrajowi obce siły kandydaty na elity, oraz nieszczęsne społeczeństwo ("naród" dla lubiących szumne hasła) próbujące, w dużej mierze nieświadomie, czystym instynktem, stworzyć sobie jakieś wreszcie własne, wreszcie wartościowe i wreszcie autentyczne elity... Co jest skutecznie i bez przerw zwalczane...

    Skutkiem czego mamy tenkraj jako w sumie ognisko linii sił obych mocarstw i szermanych globalnych elit, fałszywe wewnętrzne elity biegające na ich pasku, hałaśliwych kandydatów na nowe elity, w większości oszustów, zdrajców lub co najmniej idiotów... I masę totalnie bezslinych, totalnie ogłupiałych Polaków ("tenkrajowców"), próbujących piskliwym głosikiem przekonać świat, że TO MY, NASZA ODWIECZNA TOLERANCJA, NASZA NAJWCZEŚNIJEJSZA W UNIWERSUM, ACH!, DEMOKRACJA... No przecież jak tu nas krzywdzić, jak tu na nas pluć, jak tu nas rabować, skoro my takie cudne?! A świat jakoś to ma w dupie i biedni Polacy, bez prawdziwych elit, nigdy nie zrozumieją, że tak niestety będzie zawsze, że to się nie może zmienić i w ogóle pieprzenie o naszej "tolerancji", o "Polak z Polakiem", o JP2 tylko nas głębiej wbija w glebę.
    (A do tego jeszcze kopnięte szczyle od Kurwina stwarzają biały szum. I jak tu rzyć, panie premierze, jak rzyć?)Tak mi się widzi, że my wciąż tylko o politykach, a te elity, których tak potrzebujemy, bez których nijak, to nie mogą być tylko politycy, ale to musi być pewna hierarchia autorytetu, intelektu, także charakteru i patriotyzmu... Pod wzg. charakteru i patriotyzmu zrobiliśmy (kto zrobił, ten zrobił, ale w sumie) niemal WSZYSTKO, żeby było dokładnie odwrotnie, niż być powinno. Najlepsi ludzie żyją w nędzy, jeśli żyją. Nie bardzo wierzę w uczciwych i patriotycznych milionerów (choć może chodzi wyższe sumy) powstałych w III RP, po prostu. Pod wzgl. etycznym ten kraj to po prostu bagno. A intelektualnie? Pomijam już Gazownik i jego literackie nagrody wraz z dodatkami dla leminżych bezpitulków, ale po naszej stronie? Ziemkiewicze, zgrabnie piszące, ale nigdy nie mające w niczym głębszym racji, i które dla Polski nigdy niczego nie poświęcą. I to jest ten szczyt naszej publicystyki. A ludzie o wiele zdolniejsi i uczciwsi, napiszą czasem coś na blogasku, co mało kto czyta, a żyją np. z handlu złomem. Telewizja pełna za to "profesjonalistów". Takie mamy intelektualne elity! A jak jest w świecie akademickim, jak jest w Kościele, jak jest z mądrością ciurkającą do ludu z góry... Autentyczną, bo dziś "każdy ma studia" i każdy jest równie mądry, a jak świat wygląda wie z seriali...Naprawdę, Polsce potrzeba, niestety, o wiele, wiele więcej, niż paru uczciwych i niegłupich polityków. Polska to teraz w sumie pojęcie geograficzne, trochę etnograficzne, zawiera przecie 25% jak w pysk strzelił jawnej i niczym się nie krępującej targowicy... A my czytamy śmieci, oglądamy po telewizjach śmieci, dyskutujemy o idiotyzmach i każdy dosłownie agent sprowokuje nas do czego zechce - albo machając chorągiewką, albo plując na Dmowskiego lub Piłsudskiego, zależnie od okoliczności. Elity daj nam Panie Boże, ale wreszcie autentycznej! Mniejsza o patriotyczne koszulki i oddziały przebierańców na wojskowych paradach - trochę autentycznego intelektu, charakter, prawdziwy patriotyzm, no i lud musi to jednak akceptować, a nie "że my i tak wiemy swoje, starcza nam JP2 czy inny Mises".
  • @kula Lis 67 08:08:43
    Dzisiejsza totalna opozycja a i jej propagandowi klakierzy (vide Zawisza) grają tę samą melodię co Gomułka, Moczar i ich propagandyści.
    "Polacy" z PO , heroicznie ratowali Polskę przed faszystami z PIS-u, no może nie wszyscy ratowali, a niektórzy wręcz przeciwnie, ale oj tam oj tam.
  • @kula Lis 67 08:04:13
    Pomyśleć, że to bydło, bagno, gówno PO rządziło Polską!

    https://pbs.twimg.com/media/DZFG8g9XkAE-aTt.jpg
  • @Husky 16:21:52
    100/100!!! Pzdr!
  • @Husky 16:32:35
    No i takie chodzące gówno u końca już swych dni BO CHORY NA RAKA było w PiS!
  • @kula Lis 67 19:50:22
    Do zwycięstwa
    Cześć i Chwała a wrogom Naszej Ojczyzny totalniakom i lewakom na pohybel.

    https://pbs.twimg.com/media/DZJfF9BWkAA1C7F.jpg


    Amen
  • @kula Lis 67 19:51:28
    Zapie*dolić Polakom 153.000.000.000 z OFE i mieć 25% poparcia w społeczeństwie, takie rzeczy tylko w ten kraju.
  • @kula Lis 67 19:50:22
    Bendom zamykać
    Oj straszno

    Grzegorz Schetyna na TT



    Nie odpuścimy tym, którzy złamali konstytucję, zrujnowali autorytet polskiego prawa, a sądownictwo upartyjnili. Dziś deklaruję: @Platforma_org nie powtórzy błędu i postawi przed wymiarem sprawiedliwości tych, którzy łamali prawo. Muszą to wiedzieć
  • @Husky 20:35:12
    A z tego jeszcze do swej kieszeni 19 mld zł, pytanie: u kogo i na czyich kontach i gzie ulokowane? Także z funduszu drogowego "zniknęło 25 mld zł. Także nie wyjaśnione gdzie się POdziały.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

ULUBIENI AUTORZY

więcej