Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
671 postów 22076 komentarzy

Tylko prawda

Husky - Prawicowiec,katolik Zoologiczny antykomunista UB-ekom i ich potomkom wstęp wzbroniony "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" -Jan Paweł II

"Lekarz tylko podszedł, stwierdził zgon"

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W 1998 roku polski sport musiał zmierzyć się z tragedią. W wypadku samochodowym zginęli dwaj złoci medaliści olimpijscy, Władysław Komar i Tadeusz Ślusarski. Mija dokładnie 20 lat od czarnego dnia w historii polskiej lekkoatletyki.

 20 lat temu w wypadku drogowym zginęli wybitni polscy sportowcy - Władysław Komar i Tadeusz Ślusarski. Od 1999 roku mityng w Międzyzdrojach upamiętnia tych olimpijczyków. Władysław Komar zdobył olimpijskie złoto w pchnięciu kulą na igrzyskach w Monachium (1972), a Tadeusz Ślusarski był najlepszy w skoku o tyczce na igrzyskach w Montrealu (1976).

       

 

  

 

Był 17 sierpnia, reprezentacja Polski nazajutrz rozpoczynała w Budapeszcie lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Godz. 18, zawodnicy, podobnie jak i dziennikarze, szykowali się do kolacji. Nagle Markowi Rudzińskiemu, wówczas dziennikarzowi Polskiego Radia, zadzwonił telefon.

- Łamiącym się głosem powiedział nam, że Władek i Tadek nie żyją, zginęli w wypadku samochodowym. Odechciało nam się jeść - wspomina ten sierpniowy wieczór Przemysław Babiarz, komentator Telewizji Polskiej.

 

 

Władysław Komar, mistrz olimpijski w pchnięciu kulą (1972) i Tadeusz Ślusarski, mistrz olimpijski w skoku o tyczce (1976), zginęli w wypadku samochodowym, między miejscowościami Brzozowo i Przybiernów (pow. goleniowski). Wiadomość szybko dotarła do polskich lekkoatletów.

- Nie mogliśmy w to uwierzyć. Obaj byli naszymi idolami - wspominał po latach Artur Partyka, najlepszy polski skoczek wzwyż, medalista igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata. Medale zdobyte w Budapeszcie, a było ich osiem, zadedykowano zmarłym. Pogrzeb obu wielkich gwiazd polskiego sportu, których pochowano we wspólnej mogile, odbył się po zakończeniu mistrzostw.

Byli przyjaciółmi, chociaż jak wspominają ich znajomi, różnili się we wszystkim. Ślusarski cichy, spokojny, Komar - dusza towarzystwa. Byli świetnym przykładem na potwierdzenie tezy, że przeciwieństwa się przyciągają. 17 sierpnia razem byli w Międzyzdrojach, gdzie uczestniczyli w biegu o Bursztynowy Puchar Miasta organizowanym ku pamięci Eugeniusza Pietrasika.

Bawili się tam świetnie, ale musieli wracać do Warszawy. Za kierownicą Forda Scorpio siedział Krzysztof Świostek, były sprinter. Komar drzemał z tyłu, Ślusarski siedział obok kierowcy. Pomiędzy miejscowościami Brzozowo i Przybiernów, z do dzisiaj niewyjaśnionych przyczyn, ich auto zderzyło się z jadącym z naprzeciwka Renault, które prowadził inny były sportowiec, Jarosław Marzec.

 

- Pamiętam wszystko, łącznie z pierwszą kuriozalną myślą, jaka przyszła mi do głowy sekundy po zderzeniu: "Super! Trzeba będzie naprawić auto u blacharza, to jeszcze parę dni nad morzem posiedzimy" - opowiada po raz pierwszy o wypadku, w jego 20. rocznicę, Świostek na łamach "Super Expressu". Wydawało mu się, że wypadek nie był poważny.

- Dopiero gdy zauważyłem, że samochód zaczyna się palić, zdałem sobie sprawę, z tego co się stało. Wyciągnąłem chłopaków, siedziałem na trawie, oni leżeli obok. Nie wiedziałem, że nie żyją. Nie było żadnych obrażeń zewnętrznych. Samochody zaczęły się zatrzymywać, ktoś podbiegł, mówiąc, że jest lekarzem. Stwierdził zgon - wspomina.

Świostek był w takim szoku, że informacja nie dotarła do niego. - Kiedy usłyszałem, że nie żyją, poczułem jakieś kompletne zobojętnienie. Że już po wszystkim, że to koniec, że nic się nie poradzi - mówi były lekkoatleta. Początkowo w przekazach telewizyjnych i radiowych podawano tylko nazwiska Komara i Ślusarskiego. Dopiero później okazało się, że jadący drugim autem także był sportowcem.

Jarosław Marzec, były mistrz Polski na 400 metrów, jechał ze swoją żoną. Ona wyszła z wypadku ze złamanymi żebrami i wstrząśnieniem mózgu, mąż zmarł w szpitalu. I to jego przez długi czas media uznawały jako winnego wypadku, a jego nazwisko nie pojawiło się na tablicy pamiątkowej w miejscu wypadku. Dopiero po latach uznano, że nie był winny.


Oglądałam Teleexpress. Spiker powiedział, że zginęło dwóch olimpijczyków. Najpierw pokazali zdjęcie Władka Komara. Serce zatrzepotało mi w piersi. A później zobaczyłam Tadzia. Zaczęłam krzyczeć. Cała ulica się zleciała. Pytali, co się dzieje. Tadek nie żyje - wspominała pani Cecylia Ślusarska w wywiadzie dla "Gazety Lubuskiej".

 

20 lat temu polski sport stracił wielkie osobowości. Bardziej rozpoznawalny był Komar, przede wszystkim ze względu na swój charakter. Były bokser i skoczek wzwyż, dopiero później zdecydował się na rzut kulą. Był medalistą mistrzostw Europy, ale to igrzyska w Monachium przyniosły mu największą sławę.


 

Wygrał złoto wynikiem 21,18 m, pokonując rywali o jeden centymetr. Miał mu w tym pomóc fortel zastosowany w trakcie rozgrzewki. Podczas niej pchał kulą przeznaczoną dla kobiet, która lądowała blisko linii rekordu świata. Przeciwników tak to speszyło, że nie mogli się pozbierać już do końca finału.

Bo taki był. Pomysłowy, bezczelny, według przyjaciół nawet rubaszny, ale i o złotym sercu. - Gdy kogoś polubił i ktoś był wobec niego w porządku, był dwa razy bardziej miły i uczynny - przypomina Świostek. Po zakończeniu kariery nie zamierzał schodzić z afisza. Grał w filmach (m.in. w komedii "Kiler" czy "Piratach" Romana Polańskiego), w teatrze, także w kabarecie. Z racji słusznego wzrostu, postawnej sylwetki i głębokiego głosu świetnie sprawdzał się w swoich rolach.

Lubił być numerem jeden, chociaż nie miało to nic wspólnego z obnoszeniem się sławą. Ślusarski z kolei wolał spokój, nie zabiegał o popularność. Przez to nawet rzadko był rozpoznawany. Najczęściej działo się to w towarzystwie Komara, z którym przyjaźnili się zawsze i razem pojawiali się na wszystkich spotkaniach czy mityngach. I razem już będą na zawsze.

W 1998 roku Komar zdążył jeszcze udzielić wywiadu telewizyjnego, w którym na pytanie o to, czego jeszcze w życiu nie robił, odpowiedział w swoim stylu. - Jeszcze tylko nie umarłem.

 

          

 

https://sportowefakty.wp.pl/la/771920/czarny-dzien-w-historii-polskiego-sportu-lekarz-tylko-podszedl-stwierdzil-zgon

 

KOMENTARZE

  • Komar i Ślusarski
    Tak, byłem jako Polak dumny z ich osiągnięć dla Polski, jakbym sam zwyciężał. Wspaniałe postacie.
  • Komar
    W studenckich czasach, kilka razy bankietowałem w towarzystwie Władysława Komara.
    Prawdziwy Kresowiak.
    Piastowska Polska była dla niego za mała.
  • Autor
    Dobrze się złożyło , ze W. Komar zdecydował się trenować "rzut" kulą. Myślę , ze gdyby Jego wybór padł na pchnięcie młotem, nie dostarczyłby nam tylu radosnych chwil.
  • @Husky
    https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/EqZktkpTURBXy8zNjhmN2NjMjFmYjQ2ZmJmYzAzZDZkYjA1MGI4MDk2MS5qcGeSlQLNA8AAwsOVAgDNA8DCww

    Władysław Komar zostawił rodzinę bez grosza

    https://www.fakt.pl/sport/inne-sporty/mistrz-olimpijski-wladyslaw-komar-zostawil-syna-bez-grosza/yzrrvce#slajd-1
  • @Andrzej Madej 06:48:28 to trochę dziegdziu. On żaden Kresowiak tylko pomiot chazarskiego żyda
    Jego ojciec Mendel Kossoj vel Wacław Komar „Kucyk” był w KPP specjalistą od wykonywania partyjnych wyroków śmierci. Mendel Kossoj ps. Kucyk był w Komunistycznej Partii Polski wykonawcą wyroków śmierci wydawanych przez partię na ludzi uznanych za „agentów burżuazji” i współpracowników policji państwa polskiego, które komuniści chcieli zniszczyć. Sam Wacław Komar chwalił się tymi skrytobójstwami: „26 lipca 1926 roku wspólnie z Felkiem dziobatym i Pikusiem zabiłem prowokatora Bednarza”, a następnie „18 października 1926 zabiłem prowokatora »Kostka«”. „Kucyk” miał ręce pełne roboty, czym chwali się w swoich zapiskach: „W listopadzie 1926 tow. Lampe wysłał mnie z ramienia partii dla organizacji zabójstwa prowokatora w Zagłębiu Dąbrowskim”. Po pół roku znów była dla niego robota. „10 maja 1927 r. zabiłem prowokatora Niewiarowskiego”. Predyspozycje Wacława Komara do mokrej roboty spowodowały, że jeszcze w tym samym – 1927 – roku partia przerzuciła go do kraju, w którym najwyżej ceniono takie talenty. W Sowietach „Kucyk” ukończył kurs przygotowawczy dla kadry dowódczej organizowany przez sztab Armii Czerwonej.

    Sowiecki agent...

    Teraz już czekała go kariera w czołowym oddziale klasy robotniczej, czyli w NKWD. To właśnie sowiecka bezpieka w 1933 r. skierowała Komara do przygotowywania krwawej rewolucji w Niemczech. W tym czasie faszyści byli jeszcze wrogami ZSRS na równi z socjaldemokratami. Sowieckiego agenta „Kucyka” szybko przerzucono do Polski. Wkrótce czekało na niego nowe zadanie.

    W 1936 r. Wacław Komar pojechał walczyć o władzę sowiecką w Hiszpanii, gdzie był dowódcą brygady. Trzeba pamiętać, że enkawudyści zajmowali się wówczas przede wszystkim mordowaniem niekomunistów, walczących w szeregach wojsk republiki przeciwko gen. Franco.

    Po upadku republiki Komar wycofał się do Francji, gdzie w roku 1940 wstąpił do tworzonej właśnie Armii Polskiej. Zgodnie z dyrektywami Stalina komuniści mieli rozkładać od środka Armię Polską we Francji, gdyż przecież wojna była „imperialistyczna” i należało „demaskować jej prawdziwe oblicze jako broni w rękach anglo-francuskiego imperializmu”.

    Po kapitulacji Komar doczekał wyzwolenia Francji w obozie jenieckim. Gdy w 1945 r. wrócił do kraju, był nieocenionym organizatorem bezpieczeństwa. Najpierw został szefem II Oddziału Sztabu Generalnego WP (1945–1947), czyli wywiadu wojskowego, a wkrótce (1947) dyrektorem Wydziału II Samodzielnego, czyli wywiadu cywilnego, i pełnił te funkcje jednocześnie. Po połączeniu obie te instytucje przekształcono w Departament VII MBP (1947–1950). Po pobycie w więzieniu (1952–1954) gen. Komar powrócił do MSW, w którym zajmował funkcje kierownicze do roku 1967, czyli do kolejnej wojny komunistycznych gangów. Całość pod linkiem

    http://niezalezna.pl/51015-resortowe-dzieci-sie-tlumacza-michal-komar
  • tak
    Dali mnie osobiście wiele wspaniałych wspomnień, z tamtych biednych, ale szczerych i ludzkich czasów.
    Panie Boże świeć nad Ich Duszami .

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLITYKA - ŚWIAT

    Wielki naród staje w obronie swej suwerenności

    Prezydent USA Donald Trump podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ powiedział że "w Polsce wielki naród staje w obronie swej niepodległości, bezpieczeństwa i suwerenności". czytaj więcej

  • POLITYKA - POLSKA

    Dość sędziowskiej anarchii!

    Sedziowie, wlasnie co pokazuja kim sa. Ich anarchia to zjawisko skrajnie demoralizujące i nie wolno na to pozwolić Na reformę sądownictwa był sporo czasu, nie zrobiono nic. Czas wreszcie ja zrobic. I robi to wlasnie PIS czytaj więcej

  • MEDIA

    Szczur Europy

    Taki szacunek mają rządzący eurokołchozem eurokraci do demokracji, że na szczycie w Salzburgu próbowali wymusić na W. Brytanii powtórzenie referendum w sprawie Brexitu. Prasa brytyjska dosadnie opisała Tuska: gangster i arogancki bezczelny kłamca. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

ULUBIENI AUTORZY

więcej